TonSai (Tajlandia)

Home > Wspinanie
Railey West

Railey West

Rajskie wybrzeże, idealne dla wspinaczy, a także na totalny rest.

Po trzech dniach w Kuala Lumpur i kolejnych trzech w Singapurze, zmęczeni zwiedzaniem, jedziemy do Krabi. Wstępnie planowaliśmy szybki lot tanimi liniami AirAsia, ale w ostatniej chwili ceny biletów tak skoczyły w górę, że zdecydowaliśmy się na inny środek transportu. 16 godzin w autobusie nie byłoby takie złe gdyby nie ciągłe przystanki. Po pierwsze, mamy dwie granice do przejścia, na każdej trzeba dwa razy wysiąść, zabrać wszystkie rzeczy i przejść przez bramki graniczne. Po drugie, autobus zatrzymuje się średnio co dwie godziny w tzw. foodcourt’ach, a wszystko dlatego, że Azjaci uwielbiają jeść i robią to bardzo często. Dzięki takiej podróży możemy jednak zobaczyć jak ogromne są różnice kulturowe pomiędzy krajami. Wyjeżdżając z Singapuru żegnamy bogaty, ułożony kraj, wszystko uporządkowane i na swoim miejscu. Następnie Malezja, która standardem mocno zaczyna odbiegać, nadal jednak suniemy ładną dwu- lub trzypasmówką i jest całkiem w porządku. W Tajlandii wszystko zmienia się diametralnie. Zatłoczone wąskie drogi, podróż nie jest już zorganizowana, a busik potrafi zatrzymywać się co 10 minut (i tak przez 4 godziny), na dodatek pojawiły się komary i to w dość dużej ilości. Ciekawi nas czemu, bo teoretycznie jest chłodniej niż było w Malezji, więc czy to z powodu otaczającego nas brudu? Jeśli chodzi o sam autobus to do miejscowości przesiadkowej Hat Yai, tuż za tajską granicą jechaliśmy bardzo wygodnym autokarem. Siedzenia rozkładane prawie do pozycji leżącej z dodatkowym podnóżkiem. Do tego dostaliśmy kocyk, a klimatyzacja jak na azjatyckie standardy w cale nie działała za mocno. Z minusów należy wymienić brak toalety (w sumie to niepotrzebna zważywszy na ilość przystanków), brak pasów (a było parę ostrych hamowań), brak gniazdek (mimo iż miały być), niedziałające wi-fi i największy minus, czyli brak oświetlenia nad siedzeniem, czyli chcąc nie chcąc w nocy trzeba było iść spać. Pozostałą część trasy spędziliśmy w małym busiku, trochę zatłoczonym, z bardzo częstymi przystankami, ale w końcu dojechaliśmy.

Jedzenie podczas przerwy w podróży

Jedzenie podczas przerwy w podróży

Ao Nang

Ao Nang

Ao Nang

Ao Nang

Ao Nang

Ao Nang

Jupiiii, jesteśmy w Krabi, teraz tylko dostać się na bajkowe wybrzeże Ton Sai. Łódki do miejsca naszej destynacji odpływają z dzielnicy Ao Nang, dogadaliśmy się z naszym kierowcą, że nas tam podrzuci, oczywiście nic za darmo, za tą przyjemność zapłaciliśmy 80 THB od osoby (około 10zł), czekamy na łódź. Pani w budce sprzedającej bilety na łódki (100 THB ~12zł) poinformowała nas, że wypłyniemy jak zbierze się 10 osób, na szczęście było nas już ośmioro, więc czekać nie trzeba długo. Płyniemy. Już za zakrętem widzimy nasze rajskie wybrzeże, dopływamy. Wiemy już z wcześniej wyczytanych informacji, że nie dopłyniemy na sam brzeg, zostajemy wysadzeni kilkanaście metrów od niego. Woda sięga mi do bioder, byle tylko nie zamoczyć plecaka. Jest tak gorąco, że wszystko schnie na nas w ciągu minuty.

TonSai

TonSai - bungalowy (700THB)

TonSai

TonSai

Nie wiedzieliśmy jak tu będzie, więc nocleg zarezerwowaliśmy przez Internet, wzięliśmy najtańszy jaki znaleźliśmy (700 THB za noc), dobrze że zapłaciliśmy tylko za jedną noc, bo jak widać można tu znaleźć tańsze opcje, dlatego na następne dni przenieśliśmy się do podobnego bungalowa, ale już za 350THB. Andaman Nature Resort możemy zdecydowanie polecić, standardem nie odbiega od innych, a cena bardzo dobra. Bungalowy to tutaj najpopularniejszy sposób akomodacji, mały bambusowy domek w którym znajduje się pokój z łóżkiem, koniecznie z moskitierą i drugie małe pomieszczenie zwane łazienką, na ogół bardzo przewiewną (czytaj około pół metra od sufitu kończy się ściana), dlatego widok jaszczurki na podłodze nie jest tu niczym dziwnym. Internetu w domkach nie uświadczysz, jedyny dostępny jest w restauracjach, a wiadomo, że głupio przyjść tylko na Internet, więc trzeba coś zamówić. Zresztą nie da się tu inaczej żywić. Wybrzeże jest odcięte od świata, owszem można pływać do miasteczka na zakupy, ale to się za bardzo nie opłaca. Są tu też sklepy, ale można w nich dostać głównie chipsy i napoje, więc co zrobić, trzeba jeść w barach. Ceny na szczęście nie są wygórowane (musli z owocami i jogurtem – 60THB, omlet z kurczakiem – 80THB, hamburger z frytkami – 100THB, ryż z mięsem – 80THB), ale jak jemy w barze codziennie śniadanie, obiad i kolacje to robi się już konkretna kwota, więc warto zaopatrzyć się w coś do jedzenia przed przypłynięciem tutaj. Jeśli już mowa o barach to my polecamy Family Restaurant znajdującą się tuż obok Chillout bar. Bardzo smaczne jedzenie w najniższych cenach, a do tego najlepszy klimat w okolicy.

Family Restaurant - TonSai

Family Restaurant - TonSai

TonSai

TonSai

TonSai

TonSai - widok ze ściany Monkey World

Łodzie Longtail w Railey

Łodzie Longtail w Railey

Obok Ton Sai jest też druga zatoczka o nazwie Railay. Tam również znajdziecie sektory wspinaczkowe i to całkiem niezłe, niestety to wszystko po co warto tam iść. Railay to dzielnica dla bogatych turystów, tam zarówno nocleg jak i jedzenie kosztuje kilka, jak nie kilkanaście razy więcej niż w Ton Sai. Railay z TonSai łączy krótki zadrzewiony występ skalny przez który przechodzimy wytyczną ścieżką lub jak jest odpływ obchodzimy go na około. Niestety na Ton Sai, także zaczynają powstawać drogie hotele i restauracje. Jeżeli chcecie odwiedzić to rajskie wybrzeże to zostało wam niewiele czasu zanim całkowicie straci swój urok i stanie się drugim Railay.

Bungalow - TonSai

TonSai - bungalowy (350THB)

Railey West

Railey West

Wspinanie

Wspinanie w Krabi należy do wyjątkowych przede wszystkim ze względu na położenie skał. Piękna zatoka, kolorowe łódki, czyli widok jak z pocztówki i my na trudnej drodze. Sama skała rzeczywiście jest ładna. Miły wapień tworzący ciekawe formacje. Na jednej ścianie można znaleźć klasyczny komin, obok tufy, a kawałek dalej równe przewieszenie, czyli dla każdego coś fajnego. Wyceny także w całej gamie. Drogi raczej dłuższe, chociaż krótkie też się znajdą. Niestety najładniejsze ściany (te najładniej położone przy samej plaży są makabrycznie wyślizgane, nawet nasza Jura przy nich to papier ścierny. Do tego bardzo słabe obicie dróg, 8 wpinek na 30 metrach to niestety standard. W jedynym dostępnym przewodniku (Rock Climbing in Thailand and Laos, rysunki i opisy odbiegają znacznie od ideału) znajdziemy także wiele dróg oznaczonych jako ryzykowne do wspinania ze względu na ich stare i niepewne ubezpieczenie.

Plaża w TonSai

Plaża w TonSai

Tyrolean Wall - TonSai

Tyrolean Wall - TonSai

Podsumowując. Dla nas jest to miły sektor na pozimowe rozwspinanie. Z przyjemnością robimy długie ładne drogi, ale tylko takie, które są poniżej naszego poziomu i na których czujemy się po prostu pewnie. Na cyfrę niestety nie ma szans, a czasu za mało żeby aż tak mocno móc popracować nad psychą.

Zatoka Railey

Zatoka Railey

Plaża w Tonsai

Plaża w Tonsai

Sektory mniej popularne, a przez nas uważane za warte odwiedzenia to: Fire Wall (rozgrzewkowe szóstki w różnych formacjach), The Keep (większość to ładne 6c przy Railay East) oraz The Nest (bardzo miłe, przewieszone drogi).

TonSai

TonSai

Stanowisko zjazdowe TonSai

Stanowisko zjazdowe TonSai

TonSai

TonSai

marzec 2016

Was to nic nie kosztuje a nas przybliża do spełnienia marzeń o kolejnych wyjazdach. Prosimy, kliknijcie w poniższą reklamę. Dziękujemy! 🙂

  • http://podroz-naksiezyc.blogspot.com Dola

    Piękne zdjęcia! Super wyprawa.

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Dziękujemy 🙂

  • http://yazhubal.pl/blog-fotografie/ Yazhubal – blog fotograficzny

    O! Z Ton Sai mam sporo fotografii. Bardzo ciekawy wpis!

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      dzięki 🙂