Tatry

Home > Wspinanie
Widok na Kasprowy Wierch i Giewont

Widok na Kasprowy Wierch i Giewont

Tatry – niespełnione marzenie

Oj, jak ja za Wami tęskniłam. Ciągłe wyjazdy i dalekie podróże spowodowały, że nie widziałam Was już bardzo długo. Tu kusiła Azja, tam hiszpańskie skały. Urlopu mało, więc pozostawały tylko wspinaczkowe weekendy na Jurze, a na Tatry czasu brak. Myślałam nie raz, że już pojadę, że teraz już czas i jakoś tak się wszystko rozmywało, aż powiedziałam dość. Tęsknota osiągnęła swój szczyt, więc siedzę w pociągu i myślę. Siedzę, bo na miejsce do leżenia trochę się spóźniłam i tylko siedzenie mi pozostało. Zastanawiam się jak to będzie jak znowu Was zobaczę, co pomyślę i czy poczuję to, co czułam dawniej. Mimo, iż prognozy pogody, nie zapowiadają się optymistycznie to i tak jadę, żeby chociaż tam pobyć, odpocząć od całego tego miejskiego pędu i zawirowania. Poczuć się znowu małą cząstką wszechświata.

Czarnostawiańska Siklawa widziana z podejścia pod Mnicha

Czarnostawiańska Siklawa widziana z podejścia pod Mnicha

Poranna droga z Szałasik na wspinanie

poranna droga z Szałasik na wspinanie na Mnichu

       

Tatry są moim marzeniem, niespełnionym, bo zawsze o nich myślę i zawsze chcę ich więcej. Mimo, iż moje taternickie doświadczenie nie należy do bogatych i wiele ścian jeszcze przede mną, to wcale nie chodzi tu o zdobywanie, ale po prostu o bycie i przeżywanie, a w tym wszystkim szukanie siebie. W moim życiu kolejny zakręt, dlatego bardzo tego potrzebuje, żeby pobyć trochę z samą sobą i zmierzając się z kolejną drogą, odpowiedzieć sobie na pytanie, co z tym życiem.

Plan na najbliższy tydzień jest ambitny, trzy rejony, cztery łatwe skalne ściany i my. Niestety dojdą do tego tłumy na szlakach i pewnie na drogach też sami nie będziemy, ale nawet to mi tym razem nie przeszkadza. Byle tylko tam być.

Pochmurne niebo nad szczytami Tatrach

pochmurne niebo nad szczytami Tatr

Tatry w chmurach

Tatry w chmurach

Dzień pierwszy

Do Zakopanego dojeżdżamy przed 12. Łapiemy busa i lądujemy w Palenicy Białczańskiej, pełnej turystów próbujących złapać jak najszybciej jakąś dorożkę. No cóż, nie możemy im tego zabronić, chociaż patrząc na te biedne konie bardzo byśmy tego chcieli. Idziemy w tym tłumie asfaltowym szlakiem, który jak zawsze dłuży się niesamowicie, ale w końcu docieramy na Szałasiska, szybko rzucamy rzeczy i ruszamy żółtym, potem czerwonym szlakiem pod Mnicha. Jest już 17, ale pogoda tak ładna, że szkoda zmarnować, tym bardziej w perspektywie zapowiadanych na jutro deszczów. Na dziś zaplanowaną mamy Drogę Klasyczną. Ja miałam już przyjemność ją pokonywać, ale dla Tomka jest to pierwsze spotkanie z Mnichem, dlatego pozwalam mu się z nim trochę oswoić, dzielnie pokonując pierwszy wyciąg. I tu mały zator. Zespół przed nami, zamiast żwawo robić drogę, utknął w jednym punkcie i nie może go przejść. Czekam aż zwolnią stan, czekam i czekam i tak mija sporo czasu, zaczyna padać. Na początku sączy mały deszczyk, o przestaje, ale ja nadal czekam, w końcu zaczynają się zwijać. Zajmuję im to wieki, a z nieba zaczyna znowu padać, pada coraz mocniej i mocniej, aż zaczyna lać. Zdecydowany wycof z drogi. Szybki zjazd i zaczynamy zejście po śliskich kamieniach. Szybkie, ale ostrożne. Cali mokrzy dochodzimy na Szałasiska. Próbujemy wysuszyć rzeczy, co nie do końca w namiocie jest możliwe. Prognozy na jutro też mało zachęcające.

My na szczycie Mnicha :)

My na szczycie Mnicha 🙂

Czarny Staw pod Rysami widziany z Mnicha

Czarny Staw pod Rysami widziany z Mnicha

Dzień drugi

Wstajemy skoro świt. Nie pada i w nocy też nie padało, więc jest całkiem dobrze. Niby mają być jakieś burze, ale to dopiero po południ więc mamy szansę coś zrobić. Idziemy. Żółty szlak, czerwony i ścieżka. Jesteśmy pod północno-zachodnią ścianą Mnicha. Druga próba Klasycznej, tym razem zaczyna Tomek. Wszytko idzie bezproblematycznie. Przyjemne, łatwe wspinanie, cztery wyciągi i już jesteśmy na szczycie. Szybkie fotki, obowiązkowa sweet focia i dwa długie zjazdy do podstawy ściany. Mała przerwa na kanapeczki i herbatkę, pogoda wydaje się być stabilna, więc decydujemy się zrobić kolejną drogę. Wybieramy Kant Klasyczny. Dużo słyszałam o tej drodze, wszyscy się nią zachwycają więc myślę, że warto. Droga ma wycenę zaledwie VI-, ale dla nas jest to i tak już poważne tatrzańskie wspinanie, dużo bardziej wymagający wspin niż poprzednia droga, więc lekko niepewnie zaczynamy. Pierwszy wyciąg to niby tylko V, ale chyba był to najbardziej wymagający fragment całej drogi. Następny to rysa za V+, cała równo trzyma, dzięki czemu dała mi dużą satysfakcję. Trzeci wyciąg zaczyna się niby najtrudniejszym fragmentem drogi. Krótki fragment za VI- oceniamy jednak jako nie za trudny, chociaż utrudniony, chwilowo mokrą skałą. Czwarty wyciąg to kolejne V+, dla nas dużo łatwiejsze od poprzedniego V+. Wychodzimy nim na Górne Półki Mnichowe i już łatwym terenem na szczyt. Niebo już mocno zaciągnięte ciemnymi chmurami a do zjazdu kolejka. Co tu się dzieje, to ciężko opisać. Chłopak zjeżdża, no i spoko zajmuje mu to może trochę czasu, ale dojechał. Drugi ciągnie linę z powrotem, zastanawiamy się po co. Okazuje się, że ten pierwszy podaje mu przyrząd do zjazdu. To jak oni tu weszli, tylko z jednym przyrządem? No dobra, ale przed nami jeszcze jeden zespół. Para lekko nieogarnięta. Lina zaplątała im się jeszcze przed zrzutem z trzy razy. Dziewczyna przerażona, trzęsącymi się rękami nie jest w stanie wpiąć przyrządu. Pyta chłopaka co ona ma robić, gdzie zjechać, on tylko odburkuje, że przecież mijali hak, jak może tego nie pamiętać. Zjeżdża kawałek i nie wie co robić. Znalazła coś do wpięcia i tam postanawia poczekać na swojego idola. On oczywiście bez kasku, wpina płytkę do zjazdu, daleko nie dojechał bo coś mu się poplątało. Wszystko trwało dobre pół godziny, nie wiem ile jeszcze im to zajęło, ale na szczęcie zwolnili stan. Szybko zjeżdżamy, pakujemy szpej i schodzimy uciekając przed ciemnymi chmurami. Dotarliśmy do szałasik, szybki prysznic, kolacyjka i zaczyna lać. To był bardzo dobry dzień. Zadowoleni idziemy spać.

Potok Białka niedaleko szlaku do Morskiego Oka

Potok Białka niedaleko Morskiego Oka

Na szczycie Mnicha, widok na Morskie Oko

na szczycie Mnicha, widok na Morskie Oko

Dzień trzeci

Pogoda niepewna, a do tego dwie nocne i poranne burze dokładnie zmoczyły wszystkie okoliczne ściany. Postanawiamy iść do Doliny Pięciu Stawów i tam zadecydować co dalej. Przez Świstówkę szybko dochodzimy do schroniska, rezerwujemy nocleg na jedną noc i sprawdzamy pogodę. Mała przerwa i decydujemy się na wspinanie na Zamarłej Turni. Podejście tam jest całkiem przyjemne, dlatego szybko docieramy pod ścianę. Postanawiamy zrobić najprostszą drogę tej pięknej skalnej ściany, czyli Lewych Wrześniaków. Teoretycznie cztery wyciągi ładnego i oczywistego wspinania, nam jednak intuicyjnie wyszły trzy, jak się potem okazało, w nowym topo też zalecają trzy, więc nie jest z nami tak najgorzej. Droga łatwa i ładna, niestety tuż przy jej końcu zaciągnęły straszne mgły. Widoczność zerowa, a nas czekają jeszcze zjazdy. Takie zjazdy w nieznane, zawsze są bardzo emocjonujące i przysparzają dużo fajnych wrażeń. Zgodnie z wcześniej czytanym opisem zjeżdżamy na północną stronę ściany i lądujemy na czerwonym szlaku, stąd tylko znaleźć skalny próg o którym czytaliśmy w przewodniku, przewinąć się przez niego, parę kroków ścieżką i kolejne stanowisko zjazdowe. Dwa zjazdy i lądujemy pod początkiem robionej przed chwilą drogi. Mimo iż prognozy tego nie zapowiadały, to nam wyszedł kolejny satysfakcjonujący dzień.

Potok Roztoka wypływający z Wielkiego Stawu

Potok Roztoka wypływający z Wielkiego Stawu

Widok na Dolinę Pięciu Stawów Polskich

widok na Dolinę Pięciu Stawów Polskich

Dzień czwarty

Plan na dziś to przetransportować się na Halę Gąsienicową robiąc po drodze jakąś ładną drogę na Zamarłej Turni. Jesteśmy już trochę zmęczeni, dlatego gdy o piątej dzwoni budzik z nadzieją patrzymy za okno w oczekiwaniu na zapowiadany deszcz, a tu piękne słońce. Zwijamy więc manatki i w drogę. Na Zamarłej Turni wybieramy drogę Motyki. Pogoda stabilna, ale bardzo mocno wieje, już przy szpejeniu się strasznie marzniemy. Wbijamy się w drogę wieje jeszcze bardziej, po dwóch wyciągach, gdy palce już tak skostniałe, że mało w nich czucia, przemarznięci stwierdzamy, że szkoda nerwów i odpuszczamy. Strasznie nam przykro, bo droga ładna i wiemy że na tym wyjeździe już tu nie wrócimy, no ale cóż. Ogrzewamy się ciepłą herbatą i w drogę. Szybko po drabinkach i łańcuchach przechodzimy na drugą stronę Koziej Przełęczy, teraz żmudne i długie zejście najpierw żółtym, a potem niebieskim szlakiem prosto do Betlejemki. Jest dosyć wcześnie, więc spokojnie mamy czas na dokładne mycie, przepakowanie się i długą drzemkę, czyli pełna regeneracja. Niestety na jutro na cały dzień, ponownie zapowiadają deszcze, mamy jednak nadzieję, że i tym razem prognozy się nie sprawdzą.

Potok Roztoka w Dolinie Pięciu Stawów Polskich

Potok Roztoka w Dolinie Pięciu Stawów Polskich

szlak przy Czarnym Stawie Gąsienicowym

szlak przy Czarnym Stawie Gąsienicowym

Dzień piąty

Sprawdziły się. Padało w nocy, pada nadal. Pewne jest, że będzie to dzień restu, i to taki bez wyrzutów sumienia, bo przecież pada. Tak właśnie było. Spanie, spacer do Murowańca na dobre jedzonko, spanie, dalsze jedzenie, czytanie i spanie. Zero wysiłku psychicznego i fizycznego, jedynie pytanie, co jutro będzie suche. Pewnie niewiele, dlatego zmiana planów, Kościelec zdecydowanie odpada. Szansa na suchą ścianę jest tylko na Granatach. Idziemy spać dalej z nadzieją na jutrzejsze wspinanie.

Dzień restowy w Betlejemce

dzień restowy w Betlejemce

Hala Gąsienicowa

Hala Gąsienicowa

Dzień szósty

Wstajemy wcześnie, rzut oka za okno – jest dobrze, sucha noc i słoneczny poranek napawają nas optymizmem. Połowa wyjazdu za nami, wiemy już, że nie uda się zrobić wszystkiego co było w planach i znowu wrócę do domu i będę tęsknić, jak zawsze. Jednak teraz nie czas na to, trzeba iść się wspinać. Podejście na Granaty jest jednym z krótszych, więc szybko lądujemy pod ścianą. Zaczynamy od Filaru Staszla. Ładna, dziesięciowyciągowa droga nie sprawiła nam żadnych problemów. Wszystko poszło zgodnie z planem, a pogoda rewelacyjna. Pierwszy raz mamy aż cały dzień tak stabilny i słoneczny. Zabawa zaczęła się po skończonej drodze, przy poszukiwaniu ścieżki trawersującej zbocze. Chcieliśmy dojść nią do Prawego Żebra, gdzie jest cała linia zjazdów, jednak szybko zrezygnowaliśmy, wyszliśmy na szlak i nim zeszliśmy pod ścianę. Było całkiem wcześnie więc postanowiliśmy zrobić jeszcze jedną drogę. Po deszczowym dniu wszyscy wylegli na Granaty dlatego tłok na ścianie był całkiem spory. Wybraliśmy Środkowe Żebro, łatwe, krótkie wspinanie. Droga poszła ładnie, lecz na przedostatnim wyciągu zostaliśmy trochę przyblokowani przez zjeżdżających kursantów, było ich aż 8 osób, więc my po skończonej drodze podarowaliśmy sobie zjazdy i ponownie zeszliśmy szlakiem. Kolejny bardzo udany dzień i znowu pytanie co będzie jutro.

Tatry w chmurach widziane z Hali Gąsienicowej

Tatry w chmurach widziane z Hali Gąsienicowej

Kościelec i Świnica zasłonięte przez chmury

Kościelec i Świnica zasłonięte przez chmury

Dzień siódmy

Wg prognozy pogody ma zacząć padać po południu, dlatego wstajemy skoro świt i ciśniemy pod wschodnią ścianę Kościelca. Zaplanowany mamy kursowy klasyk jakim jest Setka. Podobno droga długa i całkiem przyjemna, a co najważniejsze przez cały jej przebieg będzie nas oświetlać słoneczko, jak wyjdzie za chmur oczywiście. Ścieżkę pod ścianę znaleźliśmy bez problemu, wygodna półka pod drogę pozwala nam na leniwe oszpejenie się i zaczęcie wspinaczki. Droga poszła szybko i sprawnie. Niektóre wyciągi połączyliśmy i wszystko wyszło jak należy. Na nas droga nie zrobiła większego wrażenie, owszem jest tam sporo ładnych płyt, ale duża ilość traw niestety psuła ogólne wrażenie. Po skończeniu drogi, mała graniówka, czyli grań Kościelców. Jeden zjazd, szybko idziemy dalej i łatwym terenem dochodzimy na szczyt Kościelca, przepakowanie i szlakiem schodzimy na Halę Gąsienicową. Dzisiaj odpuszczamy już dalsze wspinanie i idziemy odpoczywać. Prognozy pogody na jutro jak zwykle różne, więc rano zobaczymy jak to będzie.

wschód słońca na Hali Gąsienicowej

wschód słońca na Hali Gąsienicowej

Po prawej wschodnia ściana Zadniego Kościelca

wschodnia ściana Zadniego Kościelca

Poranek nad Czarnym Stawem Gąsienicowy w drodze na "Setkę"

poranek nad Czarnym Stawem Gąsienicowy w drodze na "Setkę"

piękny wschód słońca na Hali Gąsienicowej

piękne poranne niebo warto oglądać w spokojnym miejscu jakim są góry

Dzień ósmy

Dzień wyjazdu, planowaliśmy wstać wcześnie rano, żeby zdążyć gdzieś się jeszcze powspinać, rzeczywistość jednak swoje. Kursanci w Betlejemce wstawali jeszcze wcześniej i tak hałasowali, że musieliśmy wstać z nimi. Na dzisiaj zaplanowaliśmy mało tatrzański wspin, ale podobno bardzo ładny, czyli Lobby Instruktorskie na zachodniej ścianie Kościelca. Podchodzimy pod ścianę i zaczynamy drogę. Jak na razie bardzo ładnie, jednak już pod koniec pierwszego wyciągu droga okazuje się mokra. Dzielnie idziemy dalej, niestety przez mokrą skałę trudności znacznie wzrastają. Dochodzimy do czwartego, kluczowego wyciągu, tu istny wodospad, cała ściana mokra i wszędzie kapie woda. Musimy odpuścić, strasznie nam szkoda bo droga bardzo ładna. Zjeżdżamy i rozglądamy się za innym celem, niestety wszystkie drogi na zachodniej Kościelca zajęte. Większość przez zespoły kursowe, a my nie mamy czasu, ani iść gdzie indziej, ani czekać. No trudno, wracamy do Betlejemki, pakujemy się i schodzimy do Kuźnic, busik na dworzec i już jesteśmy. W ostatniej chwili rezygnujemy jednak z pociągu i wybieramy autokar, jeszcze tylko 10 godzin i będziemy w domu.

Podchodząc pod Mnicha

piękna pogoda podczas krótkiego podejścia pod Mnicha

Granaty, Kozi Wierch i Czarny Staw Gąsienicowy

Granaty, Kozi Wierch i Czarny Staw Gąsienicowy

       

Powroty z gór zawsze są ciężkie i smutne. Mimo, iż mieliśmy świetną pogodę, wspinaliśmy się dużo i czuję już fizyczne zmęczenie, to strasznie nie chce mi się wracać do codzienności. W Tatrach jest to co najważniejsze, czyli spokój w sercu i w duszy, tu można naprawdę psychicznie odpocząć, zapominając o obowiązkach, które w większości sami sobie wymyślamy. Wysiłek fizyczny na szlakach, w połączeniu ze skupieniem umysły przy prowadzeniu drogi, oczyszcza i poucza, a także rozwija i pozwala odnaleźć siebie na nowo. Mimo, iż do miasta wracam z nową energią, to smutno mi, bo nie wiem kiedy znowu będę mogła wrócić w Tatry, jednak wiem, że na pewno, nie raz jeszcze tam wrócę.

sierpień 2016

Kliknijcie w poniższą reklamę, przybliży to naszą następną podróż Dziękujemy! 🙂

  • http://www.pieniadzjestkobieta.pl Diana z Pieniadzjestkobieta

    Świetna przygoda, też kocham góry, więc czytałam z zapartym tchem 🙂

  • http://daysandplaces.pl/ Ola Kotowska

    Coś pięknego! Nie mogłam się oderwać, mimo, że sama jestem zdecydowanie w tej grupie, która przyjeżdża żeby pospacerować bardziej niż się profesjonalnie spocić 🙂 cudowna relacja, uwielbiam Tatry – pamiętam, że kiedy pojechałam tam po raz pierwszy, nie mogłam uwierzyć w to piękno! Przytłaczające! Buziaki!

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Dziękujemy 🙂 Tatry są przecudne i chyba potrafią onieśmielić każdego. Pozdrawiamy

  • Karolina Roszek

    Świetne zdjęcia! Bardzo lubię góry!

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Dzięki 🙂

  • http://www.edukatorfinansowy.com.pl edukatorfinansowy

    Cudowne Tatry, widok o wiele lepszy niż morze 🙂

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      zdecydowanie tak 🙂

  • http://justpointofview.weebly.com justpointofview.weebly.com

    Tatry to zdecydowanie jedne z najpiękniejszych gór świata 🙂

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Zgadzamy się w stu procentach 🙂

  • Klaudia Kubaczyńska

    Jak pięknie, aż chce się tam wrócić 🙂

  • http://angrytravel.bloog.pl Angrywaldeuszek

    Rewelacja! Póki co na wejście na Mnicha nie jestem przygotowany. Pozostaje podziwianie od strony Doliny.

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Od strony doliny też pięknie 🙂

  • http://www.seeuinpoland.com Magda | seeuinpoland.com

    Wprawdzie jestem z tych, co to częściej bywaja nad morzem, ale ostatnio sama siebie zaskakuję i próbuję aktywności, które dotąd wydawały mi się kompletnie nie dla mnie. Zatem – może wspinaczka to coś dla mnie, tylko o tym jeszcze nie wiem? Wpis bardzo kuszący i inspirujący, zdjęcia Tatr przepiękne!

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Wspinanie jest cudowne, zwłaszcza w Tatrach, jednak dla początkujących wspinaczy polecamy coś mniej wymagającego np. Jurę Krakowsko-Częstochowską 🙂 Spróbuj 🙂