Kalymnos

Home > Wspinanie > Grecja
widok na Telendos, Kalymnos

Kalymnos

Dzień pierwszy. Pokój typu studio z małym tarasikiem. W czapkach na głowach i zawinięci w koce zjedliśmy na nim śniadanie (przecież jesteśmy w słonecznej Grecji to nie wypada jeść w pomieszczeniu zamkniętym). W pokoju zimno i brak ciepłej wody. Po dziesięciu godzinach podróży busem z Gdańska do Krakowa, sześciu godzinach spędzonych na lotnisku i prawie trzech godzinach w samolocie, zaliczyliśmy jeszcze autobus do portu i prom płynący wprost na naszą wspinaczkową wyspę. My gdańszczanie nie mamy łatwo. Wszystkie tanie loty o interesującej nas destynacji są z południa Polski, przez co nasza podróż się znacznie wydłuża.

Kalymnos

Kalymnos

Pothia, Kalymnos

Pothia, Kalymnos

       

No, ale w końcu jesteśmy. Pomimo silnego wiatru i wielkich czarnych chmur, nastawieni nieco mniej optymistycznie niż dwa dni wcześniej, idziemy w skały zobaczyć słynne tufy. Rozgrzewkowo na pierwszy dzień wybraliśmy sektor „Dolphin Bay”. Ku naszemu zdziwieniu nie było tam tuf pewnie dlatego średnia wieku wspinających się osób przekraczała sześćdziesiąt, co świadczy o łatwym podejściu i niskich wycenach. Spragnieni dotyku skały wstawiliśmy się w pierwszą drogę. Spodobało nam się od razu. Wiatr nie przeszkadzał, słońce przyjemnie grzało i wpinki były w odpowiednich miejscach. Niektórzy twierdzą, że drogi są nadmiernie obite, ale jak dla mnie, czyli osoby o niewielkim wzroście obicie było idealne. Kierując się ocenami z naszego przewodnika zrobiliśmy też najładniejszą drogę owego sektora (drogę zaznaczoną nutką) i rzeczywiście ocena była adekwatna do jej urody. Od teraz wiedzieliśmy, że opinia o ogromnym i niezwykle bogatym rejonie wspinaczkowym jakim jest Wyspa Kalymnos jest słuszna i prawdziwa. Zdecydowanie warto tutaj przyjechać.

widok na Kalymnos

Kalymnos

Kalymnos

Kalymnos

       

Po nocnej burzy, wielkiej wichurze, w rześki (żeby nie powiedzieć chłodny) poranek, pełni nadziei wyruszyliśmy w kolejny skalny sektor „Summertime”, który polecany jest na zimniejsze dni. Po dwóch rozgrzewkowych drogach, które mimo wysokich ocen w naszym przewodniku, w ogóle nie przypadły nam do gustu, przyszedł kolejny deszcz. Wróciliśmy cali mokrzy a padało, aż do wieczora. Zaletą okresu w którym zdecydowaliśmy się na nasz wyjazd (druga połowa kwietnia) jest mniejsza liczba wspinaczy i turystów na wyspie. Za to oczywistą wada są opady, które mogą skutecznie popsuć wyjazd. Podczas naszego dwutygodniowego pobytu na Kalymnos były trzy deszczowe dni. Ponieważ tylko smutni ludzie nie umieją bawić się w deszczu, to wyruszyliśmy zwiedzać okolicę. Między innymi trafiliśmy do słynnego baru wspinaczkowego. I tu kolejne rozczarowanie. Zwykły bar plus zdjęcia wspinaczy i outdoorowe reklamy na ścianach. Totalny brak jakiegokolwiek klimatu. Jedyna ciekawą rzeczą była sterta starych butów, które ludzie zostawiają tu gdy już nie maja ochoty ich używać. Na ogół właściciel porzuca swoje buty gdy pojawi się na nich malutka dziurka. Może tylko Polacy podklejają stare buty. Jeżeli chodzi o bary to jest ich tu mnóstwo. Proponujemy nie kierować się dopiskami typu „wspinaczkowy” bo to o niczym nie świadczy. Polecić możemy bar „Sunrise” do którego po wyczerpującym dniu i stwierdzeniu, że dzisiaj nie mamy siły gotować, weszliśmy na szybka przekąskę w postaci popularnego kebaba (pitta z jagnięciną, sałatką i paroma frytkami). Zwykły bar niczym nie wyróżniający się z tłumu a znaleźliśmy w nim wszystkie stare przewodniki jak i najnowsze uaktualnienia sektorów. Jedzenie pyszne a obsługa przemiła.

plaża w Emporios, Kalymnos

Emporios, Kalymnos

widok na Telendos, Kalymnos

Telendos, Kalymnos

       

Kolejny dzień pada deszcz i słychać pioruny, czyli wymuszony rest. Mimo wielkich planów zwiedzania wyspy i wysp okolicznych uświadomiliśmy sobie, że żadne z nich nie były przewidziane na taka pogodę. No, ale trudno. Wymyśliliśmy sobie ‘spacer’ z miejscowości Armeos, w której mieszkaliśmy, do stolicy wyspy, miasta portowego o nazwie Pothia (9 km). Po drodze w chwilowym oknie pogodowym wspięliśmy się na wzgórze zamkowe w miejscowości Hora. Cudowny widok na port i okoliczne wzgórza wynagrodził nam spacer w deszczu i zachęcił do dalszego marszu. W Pothia chcieliśmy zwiedzić dwa muzea, jednego niestety nie znaleźliśmy (nie szukaliśmy zbyt dokładnie) a drugie było zamknięte. Do miejsca noclegowego dla odmiany wróciliśmy autobusem. Pogoda się polepszyła i trochę szkoda było nam straconego dnia wspinaczkowego, po powyższym spacerze też trochę rozbolały nas nogi, ale od jutra już tylko wspinanie. I tu znowu pomyłka. Co prawda pogoda była już ładna, ale sektory które wybraliśmy totalnie nam się nie spodobały. Pomijając fakt, że drogi były brzydkie często po krzakach i z pająkami to obicie dróg pozostawiało wiele do życzenia. Na początku wyjazdu zastanawialiśmy się po co wspinacze chodzą tu z ‘cheatstick’ami’ (długie kije ułatwiające założenie pierwszego, bezpiecznego przelotu), teraz już wiemy. Po raz kolejny też przekonaliśmy się, że decyzja przyjazdu na dwa tygodnie była jak najbardziej słuszna. Następny dzień w sektorach Stankill i Ivory Tower znowu nastawił nas pozytywnie. Ładne i długie drogi. A jeszcze tyle wspinanie przed nami. Przyjeżdżając tylko na tydzień i tracąc parę dni ze względu pogody, złego wybory sektora lub jak podejrzewam w szczycie sezonu ze względu na tłumy było by wielce niezadowalające.

Arginonta, Kalymnos

Arginonta, Kalymnos

sektor Ivory Tower, Kalymnos

Kalymnos

       

Po kolejnych przewspinanych dniach uczuć co do sektorów jest dużo. Kalymnos jest wyspą na której można znaleźć różne rodzaje wpinania. Są tu ostre palczaste drogi, gładkie płyty, a także wielkie klamy na przewieszonych drogach. Wyceny od piątek do ósemek, każdy znajdzie coś dla siebie i na pewno będzie zadowolony. Czasami żeby znaleźć sektor bardziej nam odpowiadający trzeba przejść te mniej interesujące, ale przede wszystkim jest w czym wybierać. Z pomocą przychodzi nam także przewodnik. Jeżeli szukamy ciszy i spokoju wybieramy ten sektor który w przewodniku opisany jest jako 0/3 (czyli bardzo mało uczęszczany teren). Pod tym względem zauroczył nas sektor Zeus (tuż obok zatłoczonego sektora Poets) oraz Snow White (malutki sektor na sąsiedniej wyspie Telendos). Jeżeli natomiast lubimy przebywać w tłumie innych wspinaczy wybierzemy sektor oznaczony 3/3. Sprawdziliśmy i oznaczenia te rzeczywiście są wiarygodne. Tak samo opisy dróg wspinaczkowych czasami są bardzo pomocne i pozwalają dobrze wybrać wymarzoną drogę. Co by nie powiedzieć to i tak wszyscy wiedzą, że wyspa Kalymnos jak i sąsiednia Telendos są wyśmienitym terenem do uprawiania wspinaczki sportowej. Ale czy tylko do tego? Pomijając wiele innych aktywności takich jak nurkowanie, żeglarstwo czy zwiedzanie to na owych wyspach oprócz wspinania sportowego znajdziemy też inne zajęcia dla miłośników gór. Po zakończeniu naszych zmagań z drogami sportowymi, czyli każdy zrobił swoją cyferkę, o którą nie jest tu już tak łatwo jak kiedyś (wyceny dróg są systematycznie weryfikowane), ponownie udaliśmy się na wyspę Telendos. Tym razem cel był inny. Dwa Euro, 15 minut promikiem i jesteśmy. Wyspa, którą z widokówek z Kalymnos zna każdy. Tam po ponad godzinnym podejściu znaleźliśmy nasze kolejne wyzwanie „Wings for life”. Na wyspie jest parę dróg wielowyciągowych o różnym stopniu trudności. Ciągle przybywają też nowe linie. Wszystkie świetnie obite. My zmęczeni sportowymi zmaganiami poprzednich dni, dla relaksu, wybraliśmy jedną z łatwiejszych opcji. 250 metrów pionu, jedenaście wyciągów, najtrudniejszy o wycenie 6a. Droga prowadzi prawie na sam szczyt. Piękne widoki i świetne wspinanie gwarantowane. Na koniec długie zejście do portu, podczas którego można podziwiać Kalymnos w całej okazałości. Całodniowa wycieczka którą bardzo polecamy.

plaża w Emporios, Kalymnos

Emporios, Kalymnos

Grande Grotta, Kalymnos

Grande Grotta, Kalymnos

       

Na ostatnie dni wyjazdu zaplanowaliśmy ‘wyzwanie’, którego (przynajmniej z naszych informacji) nikt jeszcze nie dokonał. Chcieliśmy być pierwszymi zdobywcami. Wymyśliliśmy sobie zrobienie graniówki Kalymnos. Plan był dokładnie opracowany. Wiedzieliśmy którędy wejść i którędy zejść. Jednak po długiej naradzie, jednomyślnie stwierdziliśmy, że chyba nie mamy ochoty spędzić dziecięciu godzin na spacerze i wyzwanie to pozostawimy dla prawdziwych trekkingowców. Może będzie to kolejny powód dla niewspinających się osób, żeby odwiedzić tą cudowną wyspę. Tymczasem na nas jeszcze tyle pięknych skał i dróg wspinaczkowych czeka, więc definitywnie porzuciliśmy pomysł graniówki i poszliśmy poznawać kolejne sektory na wyspie. I tak oto, temat który miał być przewodnim i pokazać wyspę od innej, nie wspinaczkowej strony, dla nas nie wygrał. Na koniec wyjazdu w nagrodę za dzielne wspinanie postanowiliśmy spróbować wyspowego specjału, jakim jest ‘Koza w sosie pomidorowym’. Sos pyszny, koza troszkę mniej, ale niektórym może przypaść do gustu. My zdecydowanie wolimy kebab, który jest znacznie tańszy i moim zdaniem znacznie smaczniejszy. Można znaleźć go w prawie każdym barze na wyspie. Nie za rok, ani za dwa, ale na Kalymnos na pewno wrócimy. Śmiało możemy polecić to miejsce, każdemu kto lubi wspinaczkę, trekking, słońce, wodę lub po prostu lenistwo. Jest tu wszystko czego można zapragnąć na udanym urlopie. Ogromna życzliwość tubylców powoduje, że nie chce się stąd wyjeżdżać, a wspomnienia na długo pozostają.

kwiecień 2014

Was to nic nie kosztuje a nas przybliża do spełnienia marzeń o kolejnych wyjazdach. Prosimy, kliknijcie w poniższą reklamę. Dziękujemy! 🙂

  • http://onaucejezykow.blogspot.gr/ Ev Mylonaki

    Fajny opis waszej przygody! Szczerze mówiąc nie wiem gdzie ta wyspa.. 😛 A jeśli chodzi o pogodę.. rozumiem, że byliście w marcu/ kwietniu? Mieszkam w Grecji już dekadę i obserwuje, że zima, mimo że jest porą deszczową, to jednak deszcz szczególnie pada właśnie w marcu/ kwietniu, czasem jeszcze na początku maja. Do marca deszcze są sporadyczne i przewagę stanowią dni słoneczne. Temperatury w wyższych terenach górskich mogą spadać odrobinę poniżej 0 i pojawia się śnieg. Także na wspinaczki fajny jest okres od połowy maja do pewnie końca października, może początków listopada. Choć grudniowo -styczniowe mgły zimowe w połączeniu z kamienistym charakterem górskich wioseczek uzyskują klimat bardzo mroczny i ciekawy, czasem wręcz wyjęty żywcem z horrorów! Gdybyście byli w Grecji to warto odwiedzić region „zagorochoria” . W miejscowości Vitsa zagorochorii są sławne schody, które każdego usatysfakcjonuja, jest to wspaniała trasa, zejście do wąwozu Vikos, swoją drogą najgłębszy na świecie. Możecie wygooglować „Vikos Gorge”. Myślę, że Zagorochoria by was zachwyciła. Gdybyscie się kiedyś wybierali to chętnie mogę polecić ekonomiczny hotelik o swietnyc hwarunkach. staramy się co roku odwiedzać choćna kilka dni zagorochorię. To magiczne miejsce. Pozdrówki!

  • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

    Hej, bardzo dziękujemy za ciekawy i obszerny komentarz. Kalymnos leży w archipelagu Dodekanezu na zachód od Turcji i na północny-zachód od Kos. Byliśmy tam w kwietniu ale z tego co wiemy wspinanie jest tam możliwe przez cały rok, chociaż podobno w miesiącach letnich jest za gorąco. Niestety w Zagorochorii nigdy nie byliśmy, brzmi zachęcająco więc poczytaliśmy trochę w necie i na pewno warto tam pojechać. Jakieś 100km dalej jest też rejon wspinaczkowy, podobno bardzo ciekawy. W tym roku niestety nie uda nam się tam wybrać, ale na pewno będziemy mieli to na uwadze i wtedy odezwiemy się do Ciebie po dobre rady 🙂 Pozdrawiamy

  • http://socjopatka.pl Socjopatka

    Nie jestem fanem wspinania, ale mój mąż jest, więc rozumiem zamiłowanie do tego. 🙂 Widoki piękne! 🙂

  • Aleksandra Kasprzyk

    Już czuję to słońce i powietrze 🙂 A to dzięki Waszym zdjęciom i opisom 🙂 Świetna podróż! Pozdrawiam 🙂

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Dzięki 🙂 Polecamy jednak poczuć to powietrze na żywo 🙂