Johannesburg

Home > Zwiedzanie > RPA
FNB Stadium może pomieścić ponad 90tyś widzów

FNB Stadium może pomieścić ponad 90tyś widzów

Zwiedzać, czy bać się, że nas zabiją, oto jest pytanie?

Mieli nas zabić, okraść i zjeść na drugie śniadanie. Wszystkie przeczytane przed wyjazdem relacje mówiły nam, że będzie tu strasznie i niebezpieczne. I mimo, iż przed niejedną już podróżą mówiono nam jak bardzo mamy uważać, tym razem jakoś bardziej się tym przejęliśmy i jakaś cząstka nas mówiła nam, że tu rzeczywiście jest się czego bać. O tym, że potraktowałam to poważnie świadczy fakt, że pierwszy raz w życiu nie szukaliśmy lokalnego transportu, który zawiezie nas do naszego hosta, tylko grzecznie skorzystaliśmy z taksówek Uber.

na każdych światłach ktoś chce dać ci ulotkę lub prosi o pieniądze, szara rzeczywistość Joburga

na każdych światłach ktoś chce dać ci ulotkę lub prosi o pieniądze

sterty zalegających śmieci to niestety norma w Joburgu

sterty zalegających śmieci to niestety norma w Joburgu

         

Taksówką przejeżdżaliśmy przez różne dzielnice o różnym standardzie, lecz zdecydowanie były to te z wyższej półki, czyli dzielnice ludzi normalnie pracujących mogących sobie pozwolić na dom i spokojne życie. Nie widzieliśmy tych domów, ani tych ludzi, bo od szerokiej ulicy, tuz za dobrze zagospodarowanym pasem zieleni, oddzielał je wysoki gruby mur, zakończony drutem kolczastym. Cóż, taki standard, do którego wszyscy tu przywykli.

drut kolczasty wpisał się w krajobraz dużych miast w RPA

drut kolczasty wpisał się w krajobraz dużych miast w RPA

w RPA dużo osób nie ma pracy, można to łatwo zobaczyć w okolicach centrów miast

w RPA dużo osób nie ma pracy, można to łatwo zobaczyć w okolicach centrów miast

         

Mieszkaliśmy w dzielnicy Greenside, która uważana jest za dość bezpieczną, nawet do tego stopnia, że można tu wyjść po zmroku co w Johannesburgu jest raczej rzadkością. Było dość wcześnie rano, więc czas rozpocząć zwiedzanie. Po pierwsze, musimy się dostać do centrum. Znów wszyscy proponują nam Ubera, my jednak uparcie drążymy temat w poszukiwaniu innych możliwości. I tu niespodzianka, są też tak zwane mini-bus-taxi, które jeżdżą non stop z odległych miejsc miasta do centrum. Nie można przemieszczać się nimi pomiędzy dzielnicami, bo trzeba by było pojechać jednym do centrum, a z centrum innym do innych dzielnicy, nawet jeżeli jest ona tuż obok nas, ale na razie nam to nie przeszkadzało. W busie tym nie mogą Cię okraść, bo wszyscy siedzą tak ciasno że nie sposób ruszyć ręką, a jedyne zagrożenie to szaleni kierowcy, których czerwone światło nieszczególnie obchodzi, tak przynajmniej wszyscy twierdzą, jednak według nas nie było aż tak źle. Duga ważna rzecz na ich temat to jak je zatrzymać. Nie mają przystanków więc trzeba na nie pomachać, jednak to którym palcem i gdzie skierowanym machamy, ma olbrzymie znaczenie, bo oznacza to miejsce gdzie chcemy dojechać. Na razie wiedzieliśmy tylko tyle, że żeby złapać busa do centrum, trzeba podnieść do góry palca wskazującego. Udało się, po minucie nadjechał nasz bus, wsiedliśmy. Pasażerowi siedzącemu obok kierowcy dajemy określoną kwotę 11 Randów (niezależnie czy wysiadamy za chwile czy jedziemy do końca), on mimo iż jest tylko pasażerem przekazuje to kierowcy lub ewentualnie wydaje resztę. Grzecznie poprosiliśmy o wysadzenie nas we wskazanym punkcie (Gautrain Park Station), z tym też nie było problemów.

Minibus taxi to bardzo popularny środek transportu, na ulicach jest tego pełno

Minibus taxi to bardzo popularny środek transportu, na ulicach jest tego pełno

wszędzie widać jaką miłością mieszkańcy RPA darzą Nelsona Mandele

wszędzie widać jaką miłością mieszkańcy RPA darzą Nelsona Mandele

jak na całym świecie tak i w RPA każdy gdzieś się spieszy, do pracy, do szkoły, do domu

jak na całym świecie, tak i w RPA, każdy gdzieś się spieszy, do pracy, do szkoły, do domu

rozglądając się po budynkach można zobaczyć np takie coś

rozglądając się po budynkach można zobaczyć np. takie coś

                   

Jak na razie wszystko idzie gładko. Kolejną decyzją minimalizującą ryzyko naszego zwiedzania, było wzięcie autobusu hop on hop off. Małe stoisko z miłą panią, która zaprowadziła nas do kierowcy, który wszystko nam wytłumaczył, dał mapkę i na dodatek można było zapłacić kartą. Pakujemy się na górny pokład i zaczynamy zwiedzanie. Wiemy co chcemy zobaczyć, i gdzie wysiadać, więc na spokojnie jedziemy słuchając przewodnika. Pierwszym miejsce, naszej wysiadki będzie dopiero przystanek nr 4. Jedziemy niecałą godzinę, mijając wiele miejsc o których ciekawej historii słuchamy. Jednak ciężko nam się na niej skupić, bo wokoło tyle się dzieję. Na ulicach krążą tłumy czarnych ludzi. Jedni coś sprzedają, inni kupują. Tu stoi grupka nastolatków, tam para staruszków. Jedni gdzieś biegną, inni, siedzą i nie wiadomo na co czekają. Niektórzy z nich ładnie ubrani, dużo jednak brudnych i niechlujnych ludzi. Wszyscy maja obce, czarne twarze. Część z nich rzeczywiście wygląda niebezpiecznie, ale większość nie wzbudza negatywnych emocji. Mimo to, wszyscy są czarni, co powoduje, że czujemy się nieswojo. Jedyni biali ludzie, to trzy osoby podróżujące z nami, w autobusie. Czujemy się tu bardzo obco, co pewnie u większości ludzi, może przerodzić się w strach, czy słuszny, tego jeszcze nie wiemy, ale to że z każdej strony napiera na nas tłum obcych i niecodziennych ludzi, na pewno nie jest dla nas komfortowe.

zatłoczone i bez barwne, trochę takie jest centrum Joburga

zatłoczone i bezbarwne, właśnie takie jest centrum Joburga

w centrum znajdziemy też place, które aż proszą się o dobrą aranżację

w centrum znajdziemy też place, które aż proszą się o dobrą aranżację

         

Jadąc autobusem nie musieliśmy się tym przejmować, zajęliśmy się przemyśleniami i podziwianiem ciekawych fasad. W mieście znajdziemy dwa rodzaje budynków, przemieszane ze sobą nawzajem. Pierwszy to wieżowce, usiłujące wyglądać na nowoczesne, drugie to coś jak kamienice, z bogato zdobioną elewacją. Wszystko wygląda jednak szaro i nie ważne w której części centrum miasta jesteś, wygląda to tak samo. Do tego niesamowity brud. Widzieliśmy to już na przedmieściach, jednak tu sterty śmieci osiągają niesamowite rozmiary. Na szczęście z powodu wiatru i braku upału nie śmierdzi, aż tak bardzo.

w RPA ludzie starają się zarobić jak tylko mogą, np sprzedając na ulicach różne dobra

w RPA ludzie starają się zarobić jak tylko mogą, np. sprzedając na ulicach różne dobra

jeśli się dobrze rozejrzymy to w centrum znajdziemy sporo pomników i starszych budynków

jeśli się rozejrzymy, to w centrum znajdziemy sporo pomników i starszych budynków

         

Wysiadamy przy przepięknym hotelu o nazwie Casino Hotel. Sam w sobie jest on atrakcją. Liczne fontanny, kolumny i dekoracje wyglądają bardzo okazale, czysto i zachęcająco do wejścia do kasyna. My jednak jesteśmy tu żeby wejść w inny świat. Nie ten luksusowy, lecz wręcz przeciwnie. Czekamy na busa, który obwiezie nas po dzielnicy o nazwie Soweto, dzielnicy biedy w której przestępczość jest na porządku dziennym. Dzielnicy do której każdy odradzi samotną wycieczkę, więc skazani jesteśmy na ten busik.

fontanna z antylopami przed Gold Reef Casino

fontanna z antylopami przed Gold Reef Casino, wizytówka tego miejsca

śmieci, śmieci, wszędzie śmieci, niestety mieszkańcom widać to nie przeszkadza

śmieci, śmieci, wszędzie śmieci, niestety mieszkańcom widać to nie przeszkadza

         

Widzieliśmy już slumsy i biedne dzielnice, ale to tutaj jest czymś zupełnie innym. Ogromne połacie, czegoś, co nawet nie wiem jak nazwać. Nie są to blaszaki, nie są to nawet namioty. Tu kawałek murku, tu kawałek płachty i tektury, brak prądu, a co najgorsze brak bieżącej wody, czyli totalnie niehigieniczny tryb życia. Brud i bieda. Smutne, że są wycieczki w takie miejsce, ale tak jak Paryż ma swoją wieżę Eiffla, a Warszawa Pałac Kultury, tak Johannesburg ma swoje Soweto, coś czego nie zobaczymy nigdzie indziej na świecie.

I LOVE SOWETO - mimo biedy mieszkańcy są dumni ze swojego miasta

I LOVE SOWETO - mimo biedy mieszkańcy są dumni ze swojego miasta

mijamy taki znak i już wiadomo gdzie jesteśmy

gdy mijamy taki znak, to już wiadomo gdzie jesteśmy

także w Soweto śmieci to nie odłączny element krajobrazu

także w Soweto śmieci to nie odłączny element krajobrazu

w Soweto w niektórych domach nie ma bieżącej wody

w Soweto w niektórych domach nie ma bieżącej wody

                   

Podczas wycieczki mamy trzy przystanki, gdzie pozwalają nam wysiąść dosłownie na 3 minuty. Pierwszy przystanek jest jeszcze przed Soweto, tam gdzie jest największy stadion w RPA, wybudowany na mistrzostwa świata w 2010. Kolejny stop jest przed tabliczką z nazwą miejscowości, sweetfocia obowiązkowa. Trzeci przystanek to dawna elektrownia, gdzie atrakcją są dwa kominy, całe wymalowane w graffiti. Można tu też skoczyć na bungee, lecz my nie mieliśmy na to czasu. Przejeżdżamy dalej przez różne miejsca, aż do pomnika dziecka zastrzelonego podczas powrotu ze szkoły. Chłopak znalazł się tam gdzie nie trzeba, czyli wśród protestujących mieszkańców Soweto, gdzie został zastrzelony przez policję. Ostatni przystanek to sławny Dom Nelsona Mandeli, a kawałek za nimi Dom Desmonda Tutu, zasłużonego arcybiskupa. Dom Mandeli oczywiście można zwiedzać.

słynne kominy z Soweto, wokół nich jest mnóstwo atrakcji dla ludzi lubiących adrenalinę

słynne kominy z Soweto, wokół nich jest mnóstwo atrakcji dla ludzi lubiących adrenalinę

na pierwszy rzut oka wydaje się, że ludzie nie mogą tak mieszkać, a jednak

na pierwszy rzut oka wydaje się, że ludzie nie mogą tak mieszkać, a jednak

byle jak poskładane blaszane domki, tak żyją niektórzy ludzie w RPA

byle jak poskładane blaszane domki, tak żyją niektórzy ludzie w RPA

wykonać pranie w Soweto to jest spory wysiłek

wykonać pranie w Soweto to jest spory wysiłek, ale mieszkańcy musieli się zaadaptować

                   

Wracamy pod hotel i przesiadamy się do wcześniejszego autobusu hop on hop off. Następny przystanek to Apartheid Muzeum. Największe i najbardziej znane muzeum Johannesburga. Nowoczesne, multimedialne i w bardzo przystępny sposób opowiadające historię tego kraju. To muzeum powinien odwiedzić każdy. Wprowadza ona w klimat tu panujący i pozwala lepiej zrozumieć to miejsce, czyli bolesną historię tego narodu, która cały czas żyje i wywiera wpływ na obecnie tu żyjących. Zdecydowanie polecamy.

dom, w którym mieszkał Nelson Mandela, pozycja "must see"

dom, w którym mieszkał Nelson Mandela, pozycja "must see"

Soweto to nie tylko rozpadające się blaszaki, są też dzielnice murowanych domów

Soweto to nie tylko rozpadające się blaszaki, są też dzielnice murowanych domów

         

Jedziemy dalej, tym razem odwiedzić muzeum, które ewidentnie powstało po to, żeby zaspokoić braki atrakcji turystycznych miasta, mowa tu o Muzeum Piwa. Świetnie przygotowane, prezentuje filmy i eksponaty, mówiące nam jak powstał ten trunek i jakie ma on znaczenie oraz wprowadza nas w proces produkcji piwa. Oglądając różne filmy, przechodzimy przez dobrze przygotowane pomieszczenia, a kończymy na wielkich kadziach do ważenia piwa. Po drodze oglądamy też typowy bar z dawnych czasów, gdzie dostajemy prezent w postaci małych szklanek do piwa, oczywiście pełnych. To jednak nie wszystko, bo w cenę biletu (105 Randów ~ 30 zł) wliczone są też dwa normalnej wielkości trunki w przylegającym do muzeum barze. Uczta na całego, aż strach pomyśleć ile byśmy musieli wypić kupując bilet wraz z degustacją.

przed wejściem do Muzeum Apartheidu symbolicznie jesteśmy przypisywani do jednej ze stron

przed wejściem do Muzeum Apartheidu jesteśmy przypisywani do jednej ze stron

ogromne, proste gmachy graniczą z małymi budynkami, takie jest centrum Johannesburga

ogromne, proste gmachy graniczą z małymi budynkami, takie jest centrum Johannesburga

w World of Beer możemy poznać historię piwa oraz skorzystać z degustacji

w World of Beer możemy poznać historię piwa oraz skorzystać z degustacji

wewnątrz World of Beer znajdziemy ciekawe aranżację z różnych epok

wewnątrz World of Beer znajdziemy ciekawe aranżację z różnych epok

                   

Z muzeum odważyliśmy się na mały spacer do Newton Juncion Mall. Na wstępie schowaliśmy aparat oraz inne gadżety i lekko niepewnie przedzieraliśmy się przez kolejny tłum czarnoskórych przechodniów. Było dziwnie i nieswojo, jednak nikt nas nie zaczepił i bez problemu dotarliśmy na miejsce, czyli do w miarę nowoczesnego centrum handlowego. Centrum jak centrum, ale obok zlokalizowany jest Market Theater, mały teatr otwarty dla zwiedzających. Wnętrza przyjemnie urządzone, przypominające styl początku XX wieku. Warto wstąpić tam na chwilkę. Następnie podjechaliśmy do dzielnicy The Grove Braamfontei z nadzieją najedzenia się do syta. Nic ciekawego jednak nie znaleźliśmy. Dużo różnych knajpek w stylu europejskim. Niestety nic co by mnie ujęło, może dlatego, że nastawiliśmy się na market w którym spróbujemy afrykańskiego jedzenia – niestety okazało się, że jest on otwarty tylko w soboty.

w bogatszych dzielnicach dominuje niska zabudowa

w bogatszych dzielnicach dominuje niska zabudowa

kobiety z małymi dziećmi i normalnie wyglądający ludzie, czy naprawdę na ulicach jest tak niebezpiecznie?

kobiety z małymi dziećmi i normalni ludzie, czy naprawdę na ulicach jest tak niebezpiecznie?

         

Ostatni przystanek to sławne Constitution Hill z wiecznie palącym się ogniem, punk niby obowiązkowy w Joburgu, ale raczej nie warty specjalnych odwiedzin, chyba że tak jak my, macie go po drodze. Łapiąc ostatni autobus dojechaliśmy do punku z którego wyjeżdżaliśmy, pełni nadziei, że skoro busik z Greensideu, dzielnicy w której mieszkaliśmy, nas tu wysadził, to też stąd będzie odjeżdżał. Niestety było inaczej i nagle zaczęło się ściemniać. Właśnie zdarza się sytuacja przed którą wszyscy nas ostrzegali, czyli nie chodź po ciemku po Johannesburgu i nie jeździj po nim komunikacją miejską po zmroku. No cóż, jakoś damy radę. Zaczynamy nasza nocną, niezbyt rozsądną przygodę od zapytania pana ochroniarza z dworca, gdzie znajdziemy busa. ‘Trzeba iść tam i tam i wyjść tam i będą’ Świetnie i po problemie myślimy, jednak po dojściu na miejsce okazuje się, że tam są, ale taksówki, których właściciele, jak wygłodniałe sępy, od razu się na nas rzucili. Próbujemy dalej, pytając pana sprzątającego. Ma pomarańczową kamizelkę, więc musi być z tych dobrych, co nie? Niestety nie wie, gdzie jest Greenside i jak tam dojechać, ale … woła kolegów. Jeden z nich chyba wie o co nam chodzi, rzuca miotłę i postanawia nas tam zaprowadzić. Hura, przeżyjemy. Idziemy dzielnie za nim, przechodzimy jedną ulicę pełną ciemnych z lekka śmierdzących ludzi, krzyczących cos do siebie. Przechodzimy przez wielki plac, gdzie każdy coś sprzedaje lub kupuje, wygląda to wszystko przerażająco, czekamy tylko aż ktoś nas zaczepi lub zażąda pieniędzy, jednak nic takiego się nie dzieje, wszyscy się tylko na nas patrzą, może dlatego, że białych tu na ogół nie widzą, a już na pewno nie o tej porze. Dochodzimy na miejsce, okazuje się, że ten bus nie jedzie dokładnie tam gdzie my chcemy, ale do dzielnicy obok, nie mamy wyjścia wsiadamy. Upchnięci jak sardynki w puszce czekamy na odjazd, niestety siedzę, przy szybie która się nie domyka, więc co chwilę podchodzi ktoś próbując mi coś sprzedać, na szczęście nikt nie jest agresywny. Na odjazd chwile poczekaliśmy bo jedne z drzwi nie chciały się zamknąć. Kierowca kopał je, bił i domykał na siłę, aż w końcu się udało, jedziemy. Najpierw trzeba wyjechać z centrum. Siedzimy grzecznie i myślimy, że nie powinniśmy dopuścić do takiej sytuacji, jednak się zdarzyła i mamy nadzieje, że szczęśliwie dotrzemy do celu, nie mamy jednak takiej pewności. Mimo to, fajnie było zobaczyć nocne (a raczej wieczorne) życie miasta, którego nie widziało pewnie nawet większość białych Afrykanerów, a co dopiero turystów. Jechaliśmy chyba z godzinę, ukradkiem zerkając na nawigację w telefonie, kontrolując kierunek jazdy. Dojeżdżamy do miejsca w którym pomimo, żadnego sygnału od kierowcy decydujemy się wysiąść. Tu po raz kolejny mieliśmy szczęście. Jeden z pasażerów naszego poprzedniego busika, zauważył chyba że jesteśmy lekko zagubienie – mniej więcej tak jak zagubiony jest biały człowiek na czarnym lądzie, zapytał więc skąd jesteśmy. Odpowiedzieliśmy, że z Polski, po czym on nam powiedział, że w zeszłym roku studiował w Polsce i nam pomoże. Wow, to się nazywa zbieg okoliczności Wsadził nas do następnego busa, który zawiózł nas dokładnie tam gdzie powinien. Przeżyliśmy.

odwiedzając Muzeum Militariów mamy okazję przyjrzeć się prawdziwej broni

odwiedzając Muzeum Militariów mamy okazję przyjrzeć się prawdziwej broni

Muzeum Militariów posiada oddzielną sekcję dla I Wojny Światowej

Muzeum Militariów posiada oddzielną sekcję dla I Wojny Światowej

         

Nadszedł kolejny piękny dzień, tym razem nie chcieliśmy ryzykować i nasze plany były już skromniejsze. Na wstępie odwiedziliśmy Muzeum Militarne, oddalone niecałe 5 km od naszego noclegu, więc postanowiliśmy zrobić sobie do niego spacer. Nasz host powiedział nam, że będzie to przyjemny i bezpieczny spacer i taki był. Szerokie ulice, otoczone drzewami i murami rezydencji. Po drodze nie spotkaliśmy również żadnej białej osoby, ale czarnych tez było mało. Podobno Afrykańczycy nie lubią chodzić, ciekawe czemu skoro mają tak wiele pięknych terenów. Wracając do muzeum, to było całkiem fajne. Samoloty czołgi itp. Nic nadzwyczajnego, ale jeśli szukamy atrakcji Johannesburga, tych bezpiecznych, to to jest jedna z nich.

wystawa na zewnątrz Muzeum Militariów to ogromny obszar z różnymi typami uzbrojenia

wystawa na zewnątrz Muzeum Militariów to ogromny obszar z różnymi typami uzbrojenia

w Joburgu znajdziemy także drogie, świetnie utrzymane hotele

w Joburgu znajdziemy także drogie, świetnie utrzymane hotele

         

Czas na trochę ruchu. Jeszcze przed wyjazdem nawiązaliśmy kontakt z ludźmi, tak samo ja my kochającymi AcroYogę. Lois i Ben, z którymi się spotkaliśmy okazali się przemiłymi osobami z którymi spędziliśmy dwie godziny w parku, na wymianie naszych umiejętności i świetnej zabawie. Oprócz acroyogowych tematów, opowiedzieli nam też wiele o mieście w którym żyją od urodzenia. Oboje byli już napadnięci i nie jeżdżą do centrum jeżeli nie muszą. Tak samo jak turyści przestrzegają zasad bezpieczeństwa, takich jak nie jeżdżenie po mieście z otwartymi szybami i pilnowanie wszystkich swoich rzeczy. Nawet w parku musieliśmy przekładać nasze rzeczy, bo wokół kręcił się jeden podejrzany pan. Kolejny raz słyszymy, że ten kraj jest piękny, ale niebezpieczny, co usłyszane z ust osób, które się tu urodziły, brzmi strasznie smutno. Jest to wielkie ograniczenie ich wolności i przykro mi, że nie mogą robić tego na co mają ochotę.

nie mogło także zabraknąć krótkiej sesji AcroYogi

nie mogło także zabraknąć krótkiej sesji AcroYogi

widok na Zoo i bogatsze dzielnice Johannesburga

widok na Zoo i bogatsze dzielnice Johannesburga

         

Po miłym treningu postanowiliśmy jeszcze coś zwiedzić, przy czym towarzyszył nam Ben, wiele opowiadając o swoim kraju i życiu w nim. Dowiedzieliśmy, że nawet niektórzy czarnoskórzy mieszkańcy tego miasta woleli życie przed zmianami, że wtedy ze swojej pensji stać ich było na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a do tego było dużo bezpieczniej, bo kary za przestępstwa były bardzo surowe. Ciekawe, prawda? Więc o co chodzi w tym kraju? Wracając do naszego zwiedzania. Ben zabrał nas do jedynego pięciogwiazdkowego hotelu w Afryce. Owszem są inne o podobnym standardzie, ale tylko ten oferuje swoim klientom całodobową opiekę. Zawiozą cię tam gdzie chcesz i dostarczą to co chcesz o każdej porze, wszystko tak jak sobie życzysz, prawda że cudownie? Jak drugie oblicze Afryki. My jednak tego nie doświadczyliśmy, a jedynie przeszliśmy się po otwartych częściach hotelu, czyli restauracjach. Nie podziwialiśmy wnętrz, a jedynie widok jaki rozpościera się na okolicę, był on niesamowity.

ciekawą atrakcją jest dom w stylu wiktoriańskim, jest to prywatne muzeum

ciekawą atrakcją jest dom w stylu wiktoriańskim, jest to prywatne muzeum

wnętrza domu w stylu wiktoriańskim zostały dopracowane w każdym szczególe

wnętrza domu w stylu wiktoriańskim zostały dopracowane w każdym szczególe

         

Kolejnym punktem do zobaczenia był dom w stylu Wiktoriańskim. Miła, starsza pani, która jest zarówno właścicielką muzeum, jak i mieszkanką domu, w którym muzeum zostało umieszczone, oprowadziła nas i opowiedziała o każdym przedmiocie zbieranym, przez nią i przez jej matkę. Meble, ozdoby, zabawki i wykończenie pomieszczeń dokładnie oddaje klimat tamtych czasów. Największe wrażenie robi gigantyczny domek dla lalek, który jest odzwierciedleniem typowego wiktoriańskiego domu. Muzeum zdecydowanie polecamy. Teoretycznie na wizytę trzeba się umawiać, my jednak tego nie zrobiliśmy, a i tak udało się wejść i było cudownie, polecamy.

stragany z pamiątkami, nieodłączny element każdej atrakcji turystycznej, nawet w Soweto

stragany z pamiątkami, nieodłączny element każdej atrakcji turystycznej, nawet w Soweto

Gold Reef City to kompleks gdzie mieści się kasyno i park rozrywki

Gold Reef City to kompleks gdzie mieści się kasyno i park rozrywki

         

W naszym zbiorze informacji o Johannesburgu było jeszcze jedno miejsce, które chcieliśmy odwiedzić – dzielnica Maboneng. Niedaleko centrum, lecz nie w nim samym, ktoś kiedyś postanowił wybudować nowe osiedla, lecz nikt w nich nie chał kupować mieszkań, bo bał się zagrożeń od strony mieszkańców centrum. Wtedy wymyślili, że zrobią tą dzielnicę bardziej atrakcyjną otwierając ciekawe miejsca, jak galerie, kawiarnię i bary. Udało się i teraz jest to bardzo kuszące miejsce, zarówno do mieszkania, jak i dla turystów. Byliśmy tam tak około 16 , więc nic ciekawego się nie działo, nawet kuchnia w barze w którym postanowiliśmy zjeść była zamknięta, ale podobno w weekendy dzielnica ta żyje własnym życie i jest bardzo atrakcyjna.

w centrum miasta ciężko znaleźć białych ludzi

w centrum miasta białych ludzi brak, ciekawe czemu?

wysokie, szklane budynki mocno kontrastują z niską zabudową wokoło

wysokie, szklane budynki mocno kontrastują z niską zabudową wokoło

         

Na tym skończyliśmy naszą przygodę z Johannesburgiem. Wg nas miasto nijakie, które tak naprawdę nie ma się czym pochwalić. Dla nas, dwa światy. Jeden to centrum pełne czarnych ludzi, wyglądających jakby chodzili bez celu. Czy rzeczywiście są tak niebezpieczni jak się o nich słyszy? Tego nie wiemy, my przeżyliśmy i nie trafiło nam się nic niebezpiecznego. Owszem, czuliśmy strach w paru sytuacjach, ale raczej był on spowodowany tym że byliśmy jedynymi białymi w okolicy, lub tym że słyszeliśmy różne historie. Z drugiej strony ludzie mieszkający poza centrum, mimo iż są rodowitymi Afrykanami są tacy jak my i są tak samo zastraszeni. Większość z nich przeżyło nieciekawe sytuacje, lub zna kogoś kto takie miał. Ciężko to wszytko ogarnąć i mimo poznania historii tego narodu i historii obecnie żyjących w nim ludzi, nadal nie rozumiem, jak to jest naprawdę i dlaczego tak właśnie jest.

wrzesień 2016

Kliknijcie w poniższą reklamę, przybliży to naszą następną podróż Dziękujemy! 🙂

  • http://www.realshopaholic.pl Realshopaholic

    Ten stadion to dla mnie ksero PGE Narodowy :))) Podziwiam za odwage, ja bym sie nie odwazyła na taka wyprawę. Afryka jest jednak dla mnie bardzo nieodgadniona, nieprzystępna i w moim odczuciu nieprzewidywalna.

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Hahaha nasze pierwsze wrażenie co do stadionu było bardzo podobne 😉 A co do odwagi to nie jest tam tak najgorzej jeśli zachowuje się podstawowe środki bezpieczeństwa 😉

  • http://angrytravel.bloog.pl Angrywaldeuszek

    Fajna relacja. Choć nie wiem czy bym zaryzykował wizytę…

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Jest na pewno bezpieczniej niż można przeczytać w internecie. Po prostu trzeba uważać.

  • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

    Też mamy takie skojarzenia 😉