Guadalajara – El Diente

Home > Wspinanie > Meksyk
El Diente - Guadalajara

El Diente - Guadalajara

Nasze pierwsze wspinanie w Meksyku

Chciałam napisać o wspinaniu w El Diente, ale z tego co widzę to bardziej wyszedł mi poradnik o poruszaniu się po Guadalajarze niż opis sektora. Może to i dobrze, bo żeby poczuć rejon trzeba w nim być i wtedy stwierdzić czy nam pasuje czy nie. Mam nadzieję, że te praktyczne uwagi pomogą Wam podjąć decyzje o wyprawie do Guadalajary i wspinaniu w najbardziej znanym sektorze w jej okolicy jakim jest właśnie El Dente.

Guadalajara, zwana także ‘perłą zachodu’  jest drugą po Mieście Meksyk metropolią kraju. Miasto charakteryzuje się kolonialną zabudową i bardzo dużą ilością placów. Każdy z nich jest inny. Różnią się architekturą i ilością zieleni , na jednych są fontanny, na drugich ciekawe rzeźby, a na jeszcze innych altanki w których odbywają się przeróżne koncerty. Łączy je jedno. Na każdym są tłumy ludzi, cieszących się życiem i słońcem.

Z Mexico City, przyjechaliśmy tu super wyposażonym autobusem firmy Primera Plus. Na dworzec bez problemu dojeżdżamy metrem, wysiadając na stacji Autobuses del Norte. Dworzec w mieście Meksyk jest wielkości polskiego lotniska, ochrona także jest porównywalna. Do tego nie ma szansy zabłądzić lub wsiąść do złego autobusu, ponieważ bilet sprawdzany jest przynajmniej trzy razy. Bilet kosztuje 665 MXN za osobę. Zarówno ceny jak i godziny odjazdów można sprawdzić  w Internecie. Przed wejściem do autobusu dostaliśmy kanapkę, wafelka i napój. Po wejściu byliśmy mocno zdziwieni. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy takiego autobusu. Siedzenie odchyla się mocno i nawet jest podnóżek. Do tego każdy ma swój telewizorek i może oglądać filmy, seriale, słuchać muzyki a nawet zagrać w Angry Birds, sudoku i wiele innych. Jest to najdroższy typ autobusów (Primera Plus jest najtańszą opcją z tych najdroższych), ale jest on warty swojej ceny. Największą zaletą jest to, że autobus jedzie bezpośrednio do celu. Do Guadalajary zajęło mu to 6 godzin. Autobusy niższej klasy, są tańsze, ale po drodze zatrzymują się w wielu miejscach, co wydłuża czas podróży prawie dwukrotnie.

Katedra w Guadalajarze

Catedral de Guadalajara

Autobus Primiera Plus - Meksyk

Autobus Primiera Plus - Meksyk

Po przyjeździe do Guadalajary, wysiedliśmy na podobnie dużym dworcu co w Mexico City. Wychodząc na wprost od razu widzimy przystanki autobusowe. Wybraliśmy pierwszy autobus, który miał napis El Centro, był to numer 616. Zarezerwowany przez nas hotel znajdował się w samym sercu miasta, mimo to był o wiele tańszy niż inne , nawet te na obrzeżach (303 pesos za noc za pokój dwuosobowy z łazienką). Była to nasza pierwsza przygoda z Guadalajarskimi autobusami. Do centrum jechaliśmy przez dzielnicę Tlaquepaque, która kiedyś była osobną wioską. Jechaliśmy ponad godzinę, a po drodze widzieliśmy zupełnie inny świat. Wąskie uliczki, wszędzie pełno kolorowych ludzi, masę straganików dosłownie ze wszystkim. Taki miejski autobus jest ciekawym sposobem na zwiedzenie miejsc po których nie mamy czasu pospacerować. Wracając do autobusów, a jest to bardzo długi temat, to postaram się w skrócie streścić odczucia z nimi związane.  Podobno w Guadalajarze są dwa rodzaje autobusów. Jedne droższe, nie mieliśmy okazji ich zobaczyć i drugie tańsze, tymi trochę pojeździliśmy. Jest też metro, ale tylko dwie linie, nam nie były po drodze. Tanie autobusy kosztują 6 pesos za wejście. Wsiadamy, dajemy panu pieniążki, on nam daje bilecik i jedziemy ile chcemy. Tylko w niewielu miejscach jest wyznaczone miejsce (znak na słupie, albo napis parada na drodze) świadczące o tym, że jest to przystanek. Generalnie jak widzimy autobus to machamy. Nie ważne czy jesteśmy na środku ulicy czy skrzyżowania. To czy autobus się zatrzyma zależy tylko od humoru kierowcy. Przy wyjściu tak samo, wstajemy i pokazujemy, że chcemy wysiąść. Autobusów jest bardzo dużo, na popularnych liniach, często jeżdżą jeden za drugim.  Niestety z powodu ogromnej liczby przystanków (planowanych i nieplanowanych), czas przejazdu jest bardzo długi. Drugą sprawą związaną z autobusami są kierowcy. Generalnie nie zatrzymują się na stopach, często także na czerwonym świetle. Potrafią z lewego pasa skręcać w prawo i na odwrót. Niektórzy jadą wolno, jedząc kanapki i paląc papierosy, a inny pomykają niczym błyskawica zacinająca się co chwile na przystanek. Innymi słowy kierowca rządzi. Jak ma ochotę posłuchać disco tak głośno, że nie można usłyszeć własnych myśli, albo wyskoczyć na chwilę po przekąskę, to nikt się nie oburza. Czasami zdarzy się, że wsiądzie ktoś z gitarą, coś tam zaśpiewa i ludzie dają mu parę pesos. Jest to ciekawy akcent i warto tego doświadczyć.

fontanny na Paseo Degollado

Paseo Degollado

Teatr w Guadalajarze

Teatro Degollado

Po przyjechaniu do miasta i zostawieniu rzeczy w hotelu poszliśmy na mały rekonesans. Z mapką wydrukowaną z Google udało nam się obejrzeć najważniejsze atrakcje miasta czyli Katedrę i murale w Palacio de Gobierno oraz przespacerować najważniejsze place. Przy Instytuto Cultural Cabańas odkryliśmy mały ryneczek na którym można kupić wszystko. My postawiliśmy na owoce. Zaryzykowaliśmy i między innymi kupiliśmy nieznany nam wcześniej owoc o nazwie Guyabano. Okazał się bardzo słodki, ale całkiem smaczny. Na Plaza de la Liberacion znaleźliśmy informację turystyczną. Ku naszemu zdziwieniu pani nie dość, że mówiła po angielsku to jeszcze wiedziała co to jest El Diente. Dała nam mapkę i wytłumaczyła jak mamy tam dojechać. Następnego dnia ruszyliśmy w końcu się powspinać. Guadalajara była pierwszym rejonem wspinaczkowym jaki odwiedziliśmy w Meksyku, nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. I tak po przejściu paru przecznic zauważyliśmy wskazany nam autobus o numerze 636. Szybkie machnięcie i już jedziemy.

Quiosco Plaza de Armas

Plaza de armas

stragany na Mercado Libertad

Mercado Libertad, Guadalajara

Jedziemy, jedziemy i nadal jedziemy. Autobus przejeżdża przez całą dzielnicę Zapopan, która także kiedyś była osobną wsią i mimo, że jak później sprawdziliśmy jest to tylko 17 km, to przez ciągłe przystanki jechaliśmy prawie godzinę, ciągle zastanawiając się czy to tu mamy wysiąść czy jeszcze nie. Ludzie w autobusie widząc nasze niepewne miny, bardzo starali się pomóc ale nikt nie potrafił dokładnie wytłumaczyć gdzie mamy wysiąść. W końcu ktoś wiedział. Wysiedliśmy, młody chłopak pokazał nam kierunek w którym mamy iść, więc pełni entuzjazmu poszliśmy. Po przejściu długiej drogi, zakręcie przy kościele i kolejnej długiej drogi, doszliśmy do małej wioski Rio Blanco. Przy każdym rozwidleniu pytaliśmy o dalszy kierunek marszu. Mimo, iż wioska mała i totalna w niej bieda, to co parę metrów był sklepik, więc było kogo pytać. Ludzie mili z uśmiechem wskazywali nam drogę. Po 40 minutach w końcu doszliśmy. Drugiego dnia byliśmy już trochę mądrzejsi i zamiast dźwigać cztery butelki wody, kupiliśmy je w ostatnim sklepiku przed wejściem w sektor. Za każdym razem jak szliśmy do lub z wspinania mijał nas autobus o numerze 172. Niestety zawsze w przeciwną stronę, ale może Wy będziecie mieć więcej szczęście i uda Wam się przejechać ten dłużący się kawałek drogi.  Jeżeli planujecie w Meksyku wypożyczyć samochód, to po pierwsze szczerze was podziwiamy, bo my patrząc na to co się dzieje na drogach nigdy byśmy się na to nie odważyli, a po drugie trzeba pamiętać, że skały leżą na terenie prywatnym. Auto albo zostawiamy przed furką do sektora, która znajduje się na końcu obszaru zamieszkanego (pilnuje jej starszy pan), albo zapłacić panu 30 pesos i wjechać pod same skały.

El Diente - Guadalajara

El Diente - Guadalajara

El Diente - Guadalajara

El Diente - Guadalajara

Sam sektor, robi niesamowite wrażenie. Pełne słońce, wyschnięta roślinność, piaszczysta droga i mnóstwo skał. Z daleka wyglądał jakby ktoś rozsypał kamienie. Jedne większe, drugie mniejsze, czasami jeden na drugim. El Diente był jednym z pierwszych miejsc wspinaczkowych w Meksyku. W rejonie tym jest dużo bulderów, ponad 100 dróg sportowych (nie za długich), oraz parę dróg tradowych. Drogi sportowe to przeważnie piony wymagające dobrego technicznego wspinania. Ostry pomarańczowy granit dał niezły wycisk naszej skórze. Po dwóch dniach wspinania, opuszki palców do wymiany. Ułożenie skał ma swoje plusy i minusy. Dobre jest to, że drogi mają różną wystawę, więc zawsze znajdziemy cień. Minusem to, że trzeba poszukać danej skały. I tu wielki minus jedynego przewodnika jaki znaleźliśmy po tym rejonie. Gruba księga zawierająca opis 86 rejonów w 16 południowych stanach Meksyku autorstwa pana Oriol Anglada. Rysunki poszczególnych skał często nie mają związku z rzeczywistością. Znaleźć drogę którą upatrzymy w przewodniku jest bardzo trudno. W weekend pomóc nam mogą miejscowi wspinacze, których zjeżdża się tam całkiem sporo. Korzystając z ich wiedzy lepiej upewnić się, że droga którą chcemy iść to na pewno ta, której szukaliśmy. W sektorze występują też skały nie opisane w przewodniku. Samo wspinanie jest idealne, mocne urzeźbienie skały zawsze znajduje nam opcję żeby się przytrzymać, wstawić nogę i iść dalej. Wyceny od 5.8 do 5.13d. Sektor idealny na rozwspinanie po panelowej zimie.

mapaeldiente1

Mapa prezentująca drogę z centrum miasta Guadalajara do sektora wspinaczkowego El Diente (dojazd autobusem)

mapaeldiente2

Mapa prezentująca drogę od autobusu do sektora wspinaczkowego El Diente

marzec 2015

Was to nic nie kosztuje a nas przybliża do spełnienia marzeń o kolejnych wyjazdach. Prosimy, kliknijcie w poniższą reklamę. Dziękujemy! 🙂