Cape Town

Home > Zwiedzanie > RPA
widok na skały Table Mountain z plaży Camps Bay

widok na skały Table Mountain z plaży Camps Bay

Czy to jeszcze Afryka?

Do Cape Town wjechaliśmy późnym popołudniem, nie musieliśmy się spieszyć, bo był to nasz ostatni przystanek w południowej Afryce, na który zostały nam całe trzy dni, czyli aż nadto jak na zwiedzanie takiego małego miasta. Początek wieczoru zapowiadał się bardzo interesująco. Nasi gospodarze na dzisiejszą noc, zaplanowali dla nas przepyszną ucztę z typowo afrykańskimi przysmakami. Na naszych oczach przygotowywali potrawę o nazwie Bobotie. Niby nic nadzwyczajnego, ale biorąc pod uwagę fakt, że danie to ma swoją tradycję i zostało podane z dość zaskakującymi składnikami, to bardzo nam się podobało. Podstawą dania jest mielone mięso, które najpierw trzeba usmażyć z marchewką i cebulą, potem przełożyć do żaroodpornego naczynia i zalać jajecznym sosem, wszystko razem zapiekamy. Pora spróbować czy rzeczywiście jest to takie nadzwyczajne. Dla mnie mięso jak mięso, ale po nałożeniu go na talerz dodajemy słodkich dodatków, które zupełnie zmieniają nam smak. Na początek trzeba posypać, je wiórkami kokosowymi, potem nakładamy na to banany i słodkie mikstury domowej roboty. Nie jest to zbyt często u nas stosowane połączenie, a naprawdę warto go spróbować. Lekko ostrawy smak mięsa ze słodkim bananem smakuje wyśmienicie. Do kolacji oczywiście wino, a na wieczór piwko. Ludzie tu raczej nie ograniczają sobie tych trunków, a porównując ceny alkoholu do cen żywności, to wychodzi on tu całkiem tanio.

szczyt Table Mountain jeszcze w chmurach ale my idziemy dzielnie dalej

szczyt Table Mountain jeszcze w chmurach, ale my idziemy dzielnie dalej

widok z Table Mountain na fragment Lions Head oraz Robben Island

widok z Table Mountain na fragment Lions Head oraz Robben Island

z wierzchołka Table Mountain można bardzo dobrze przyjrzeć się Cape Town

z wierzchołka Table Mountain można bardzo dobrze przyjrzeć się Cape Town

nic dziwnego, że Table Mountain jest okrzyknięte jednym z nowych cudów świata

nic dziwnego, że Table Mountain jest okrzyknięte jednym z nowych cudów świata

                 

Pierwszy pełnowartościowy dzień w Kapsztadzie zaczęliśmy od wejścia na symbol miasta, czyli Górę Stołową (1087m n.p.m.). Nie użyliśmy jednak ani kolejki linowej, ani zwykłej turystycznej ścieżki, ale drogi połączonej z łatwym wspinanie i tak na szczyt dotarliśmy po trzech godzinach. Table Mountain jest zdecydowanie najpopularniejszą atrakcją. Codziennie masę turystów, ale także i miejscowych, wchodzi na szczyt w celu podziwiania widoków. Niestety natura bywa kapryśna i tylko niewielu ma to szczęście żeby móc wszystko z góry zobaczyć, bo bardzo często góra owita jest dużymi chmurami. My mieliśmy szczęście połowiczne, przez część drogi było ładnie, a potem totalna mgła. Wierzchołek góry to rzeczywiście ogromny stół, po którym dowoli można spacerować w każdym kierunku, widok na zatokę przecudny.

szlak, który wybraliśmy był jednym z trudniejszych, czasem trzeba było wspiąć się na skały

szlak na Table Mountain, który wybraliśmy był jednym z trudniejszych

zatoka oraz stadion piłkarski w Cape Town, nie trzeba wchodzić wysoko żeby widok zauroczył

zatoka oraz stadion piłkarski w Cape Town, nie trzeba wchodzić wysoko żeby widok zauroczył

na szczyt Table Mountain oprócz szlaków prowadzi także sporo dróg wspinaczkowych

na szczyt Table Mountain, oprócz szlaków, prowadzi także sporo dróg wspinaczkowych

a szczycie Table Mountain znaleźliśmy chwilkę na AcroYogę

na szczycie Table Mountain znaleźliśmy chwilkę na AcroYogę

                 

Drugą część dnia spędziliśmy na najładniejszej plaży w okolicy, porównywanej do sławnych plaż w St. Tropez. Camps Bay podobnie jak Clifton, z białym, czystym piaskiem przyciąga tłumy, my trafiliśmy akurat na wydarzenie celebrujące pełnię księżyca, na którą afrykanerzy zwracają bardzo dużą uwagę. Event ten, został przez nas znaleziony na facebook’u przy poszukiwaniu kontaktu z acryogowym środowiskiem Kapsztadu. Przyszliśmy tu żeby poznać tych ludzi, wymienić się doświadczeniami i spędzić miło czas. Pogoda dopisała, było bardzo dużo pozytywnej energii i kolejne popołudnie możemy śmiało zaliczyć do bardzo udanych.

dzielnica Clifton oraz przyległe do niej plaże

dzielnica Clifton oraz przyległe do niej plaże

głowa lwa czyli najwyższa część Lions Head

głowa lwa, czyli najwyższa część Lions Head

gdy kończy się Clifton zaczyna się Camps Bay i najsławniejsza plaża Cape Town

gdy kończy się Clifton zaczyna się Camps Bay i najsławniejsza plaża Cape Town

wybrzeże oraz dobrze widoczna plaża Campsbay Beach

wybrzeże oraz dobrze widoczna plaża Camps Bay Beach

                 

Drugi dzień przeznaczony był na trochę inne zwiedzanie, lecz mimo to i tak zaczęliśmy od wejścia na jedną z tutejszych gór, a raczej na wzgórze o nazwie Lion’s Head. Nazwa jak można się domyśleć odzwierciedla kształt tego pagórka, i tak najpierw wjeżdżamy samochodem na jego zadek, a potem przestawiamy autko i dość dobrą ścieżką, w pół godziny wchodzimy na jego grzywę. Tym razem niebo czyste, więc mamy szanse, z bardzo dobrej pozycji przyjrzeć się nie tylko zatoce, ale także zdobytej wczoraj Górze Stołowej. Wzgórze to jest także bardzo popularne i zdecydowanie trzeba je odwiedzić.

stadion piłkarski po Mistrzostwach Świata 2010 stoi praktycznie pusty ponieważ piłka nożna nie jest bardzo popularna w RPA

ponieważ piłka nożna nie jest bardzo popularna w RPA stadion piłkarski po Mistrzostwach Świata 2010 stoi praktycznie pusty

Lions Head widziane z Waterfront, czyli przystani promowej

Lions Head widziane z Waterfront, czyli przystani promowej

         

Dalej spacer przez Stare Miasto, jeśli można tak o nim powiedzieć, bo najstarsze budynki w większości mają zdecydowanie mniej niż 100lat. W odróżnieni od innych starówek RPA, tu jest bezpiecznie i spokojnie można przechadzać się uliczkami z aparatem w ręku. Jest tu masę knajpek, restauracji, biurowców i tak naprawdę nie ma za wiele do zwiedzania, więc oprócz krótkiej przechadzki, pstryknięcia fotek ratuszowi, weszliśmy tylko do najstarszej murowanej budowli RPA, czyli starego fortu Castle of Good Hope, wybudowanego w latach 1666-79. Naszą uwagę zwrócił fakt, że fort ten nie jest przy wodzie, tylko został wciśnięty w głąb lądu. Okazało się, że linia brzegowa tak znacznie się zmieniła, tzn. część zatoki została zasypana, że fort, który kiedyś był nad oceanem, już nad nim nie jest. Sam obiekt to w sumie nic ciekawego, ale z racji jego wieku i dość ładnego widoku na ratusz i plac, wypada go odwiedzić.

widok z Castle of Good Hope na Ratusz oraz fragment Lions Head

widok z Castle of Good Hope na Ratusz oraz fragment Lions Head

The Volunteer War Memorial na Grande Parade a w tle oczywiście Table Mountain

The Volunteer War Memorial na Grande Parade a w tle oczywiście Table Mountain

wnętrza Castle od Good Hope podczas naszej wizyty były niestety w remoncie

wnętrza Castle od Good Hope podczas naszej wizyty były niestety w remoncie

Ratusz w Cape Town a przed nim sporych rozmiarów plac, na którym odbywają się różne uroczystości

Ratusz w Cape Town oraz plac, na którym odbywają się różne uroczystości

                 

Czas znowu na naturalną atrakcję, czyli dość sławny i do tego wpisany na listę UNESCO ogród botaniczny – Kirstenbosch National Botanical Gardens. Podobno must see w Kapsztadzie, my jednak już tyle się takich ogrodów naoglądaliśmy, że kolejne roślinki, w kolejnych krajach nie robią już takiego dużego wrażenia. Jednak jeśli będziecie tu w lato to warto wybrać się do ogrodu, nie tylko w celu podziwiania zieleni, ale także na liczne wydarzenia odbywające się tutaj, m.in. różne koncerty.

Cape Town, tak jak wiele miejscowości na południowym wybrzeżu, otaczają winnice

Cape Town, tak jak wiele miejscowości na południowym wybrzeżu, otaczają winnice

degustacja wina w winnicy jest bardzo przyjemnym doświadczeniem

degustacja wina w winnicy jest bardzo przyjemnym doświadczeniem

         

Kolejna atrakcja miasta, która na nas czekała to jedna z tutejszych winnic. Wybraliśmy Groot Constantia. Mimo, iż byliśmy już na degustacji, to jednak nie mieliśmy jeszcze okazji uczestniczyć w wycieczce po winnicy. Tu także takiej wycieczki nie było, no bo kto by chciał oglądać krzaczki, ale za to była wycieczka z przewodnikiem przez cały proces produkcji wina. Wg naszego przewodnia była to wycieczka po miejscu w którym jest czyniona magia, czyli zamienia się winogrona w wino. Bardzo miły człowiek, a co najważniejsze opowiadał o tym z wielką pasją. Na koniec degustacja, oczywiście z ciekawymi opowieściami o każdym z gatunków testowanego wina. Świetna sprawa, gorzej mają kierowcy, bo przecież nie można jeździć po alkoholu, jednak w tym kraju niewiele osób się tym przejmuje.

wino leżakujące w beczkach w winnicy Groot Constantia

wino leżakujące w beczkach w winnicy Groot Constantia

podczas zwiedzania Cape Town mieliśmy okazję odwiedzić winnicę Groot Constantia

podczas zwiedzania Cape Town mieliśmy okazję odwiedzić winnicę Groot Constantia

         

Ponieważ został nam jeszcze jeden cały dzień, postanowiliśmy nie spieszyć się ze zwiedzaniem i ostatnią atrakcję Cape Town zostawić sobie, właśnie na ten dzień. Zaczęliśmy od plaży. Pogoda była średnia, dzięki czemu pewnie nie było na niej tłumów i mogliśmy spokojnie zrobić sobie przedpołudniową sesję acroyogi z przepięknym widokiem z jednej strony na ocean, a z drugiej na Table Mountain.

Rugby to dla mieszkańców RPA sport narodowy, nie dziwi więc że w Cape Town jest muzeum Rugby

Rugby to dla mieszkańców RPA sport narodowy, nie dziwi więc że w Cape Town jest muzeum Rugby

zadbana i odnowiona dzielnica portowa prezentuje się ciekawie i przyjaźnie

zadbana i odnowiona dzielnica portowa prezentuje się ciekawie i przyjaźnie

         

Następnie udaliśmy się na przystań portową w reprezentacyjnej dzielnicy Victoria & Alfred Waterfront. Bardzo nowoczesne miejsce z drogimi sklepami i licznymi kafejkami, idealne na spokojny i bezpieczny spacer. Miejsce to, stylizowane na Fisherman’s Wharf w San Francisko, przyciąga nie tylko swoją urodą, ale też licznymi atrakcjami. Jedną z nich jest Springbok Experience Rugby Museum, gdzie interaktywna wystawa, płynnie przeprowadzi nas przez historię południowoafrykańskiej gry w rugby. Fani tego sportu z wizyty w tym miejscu z pewnością będą bardzo zadowoleni. Z portu dostępna jest jeszcze jedna, bardzo ważna atrakcja, mianowicie prom na Robben Island. Wyspę, która przez wiele lat była więzieniem, głównie dla więźniów politycznych, teraz to dobrze utrzymane muzeum. Właśnie na niej Nelson Mandela, czyli wybawiciel tego kraju, uwięziony, spędził osiemnaście lat. Zamknięto tu wszystkich ważnych przywódców partii opozycyjnej do rządu, który wprowadził apartheid. Wszyscy to czarni obywatele, którzy mogli zagrozić władzy. Nie mieli tu lekko, praca w kamieniołomie i dość brutalne traktowanie przez strażników, to jednak nie najgorsze co mogło ich spotkać. Niestety część z nich po prostu zaginęła bez śladu. Po wyspie zostaliśmy obwiezieni autobusikiem, nie ma innego sposobu jej zwiedzania. Obecnie jest to teren muzeum, na którym mieszkają jego pracownicy, jak i dawni strażnicy owego więzienia. Po więzieniu zostaliśmy oprowadzeni, przez jednego z jego więźniów. Wysłuchanie jego historii, było bardzo dużym przeżyciem.

więzienie o zaostrzonym rygorze, to w nim przetrzymywano więźniów politycznych w czasach apartheidu

więzienie o zaostrzonym rygorze, to w nim przetrzymywano więźniów politycznych

ostatnia cela Nelsona Mandeli w więzieniu na Robben Island

ostatnia cela Nelsona Mandeli w więzieniu na Robben Island

budynki więzienia na Robben Island budowali sami więźniowie

budynki więzienia na Robben Island budowali sami więźniowie

do takich cel trafiali więźniowie polityczni zaraz po przybyciu na Robben Island

do takich cel trafiali więźniowie polityczni zaraz po przybyciu na Robben Island

                 

Na promie wiało niemiłosiernie przez całe 45minut, jednak w końcu udało nam się zobaczyć wieloryby, których od paru dni wypatrywaliśmy. Dwie olbrzymie bestie podpłynęły do nas na tyle blisko, że nawet udało się zobaczyć ich brzuszki, co należy do rzadkości, bo większość turystów ma przyjemność zobaczenia tylko ich ogona. Mimo, iż wszystkie atrakcje Cape Town można spokojnie obejrzeć w dwa dni, my spędziliśmy tu trzy doby, powoli dozując sobie przyjemności. W oceanie Atlantyckim nie odważyliśmy się zamoczyć, nawet palca, gdyż wszyscy mówili że jest on o wiele zimniejszy niż Indyjski, a tamten był lodowaty. Pogoda zarówno tu, jak i w wielu innych (nie wszystkich) rejonach RPA była strasznie wietrzna. Ostatniego dnia wiało tak, że ciężko było ustać w miejscu, słońce jakoś też słabo grzało, nie mówiąc o tym że w ogóle nie chciało mnie opalić, więc do Polski wracam prawie tak blada jak przed wyjazdem. Jednak Kapsztad przyciąga tłumy europejskich turystów, którzy nie mając odwagi pojechać w inne miejsca RPA, przyjeżdżają tu, żeby móc powiedzieć, że byli w Afryce. Niestety niewiele tu już zostało z Afryki. Jest to typowy kurort, z bardzo drogimi hotelami i apartamentowcami przy nadoceanicznej promenadzie.

wewnątrz budynku promowego The Nelson Mandela Gateway mieliśmy okazję obejrzeć ciekawą wystawę

wewnątrz budynku promowego The Nelson Mandela Gateway, mieliśmy okazję obejrzeć ciekawą wystawę

Waterfront to odnowiona dzielnica portowa, w której można czuć się względnie bezpiecznie

Waterfront to odnowiona dzielnica portowa, w której można czuć się względnie bezpiecznie

         

Pewnie, że warto tu przyjechać, bo jest ładnie, nawet Góra Stołowa została okrzyknięta nowym cudem świata, co przyciągnie kolejnych turystów, jednak z prawdziwym RPA, wg mnie nie ma to miasto już za wiele wspólnego. Jedyna szansa, to ludzie, mieszkańcy, którzy opowiedzą nam o swojej historii, problemach i oczekiwaniach wobec kraju. Tylko oni mogą przygotować nam swoje tradycyjne potrawy, bo w restauracjach króluje szeroko pojęty fast food i kuchnia europejska. I tylko oni pomogą zrozumieć nam bolesną historię tego bardzo ciekawego miejsca.

wrzesień 2016

Kliknijcie w poniższą reklamę, przybliży to naszą następną podróż Dziękujemy! 🙂

  • http://okuniewicz.pl Marcin Okuniewicz

    Hej, zwiedziłem waszego bloga i widze, że z was podróżnicy :). To wasz sposób na życie, czy hobby?

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Póki co oboje pracujemy na pełen etat, więc podróżowanie to tylko hobby 🙂 ale kto wie, może kiedyś będzie sposobem na życie, przynajmniej takie mamy marzenie 🙂

  • http://www.marinafurdyna.com/ Marina Furdyna

    Widze, ze udalo wam sie wycisnac calkiem sporo z miasta, Kapsztad- moje marzenie! A za acro yoge macie mega lajka! 😉

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Staraliśmy się zobaczyć jak najwięcej bo raczej już tam nie wrócimy, w końcu jeszcze duży kawał świata został do zobaczenia 😉

  • http://www.drugi-akapit.blogspot.com Ewa Król

    Fantastyczne zdjęcia! Zdecydowanie nie jest to mój kierunek i chyba nie pokusiłabym się o taki wyjazd – ale fajnie poczytać dobrą relację, widać, że jest napisana z pasją. Wszystkiego dobrego, wielu pięknych podróży! 🙂

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Dziękujemy 🙂 a co do kierunków to nigdy nie wiadomo gdzie los nas rzuci 😉

  • happyabroad.pl

    Przepiekne panoramy! Nigdy jeszcze nie myslalam o odwiedzeniu tego zakatka swiata, ale kto wie, moze kiedys. Tymczasem pozdrawiam ze slonecznej Majorki!

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Dziękujemy i również pozdrawiamy 😉

  • http://dwarfcrypt.blogspot.com/ Michał Kucharski

    WooooooW ale czad! przypadkiem trafiłem ale zostanę na dłużej!

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Miło nam, że zostajesz 🙂 pozdrawiamy

  • http://simplyinteriors.pl/ Kasia | Simply Interiors

    Świetny blog, zostawiam sobie na wieczorne dłuższe czytanie do poduszki 🙂 Uwielbiam podróżować!

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Dziękujemy i życzymy miłego czytania 🙂

  • Natalia Jaranowska

    Nasuwa mi się tylko jedna myśl – WOW!!!

  • https://www.zycieipodroze.pl zycieipodroze.pl

    Przepiękne zdjęcia, urocze widoki, a wina z RPA są przepyszne, zwłaszcza odmiana Shiraz jest wyjątkowa i głęboka. Szkoda tylko, że świat zachodni tak szybko wkracza do tych krain niezwykłych … 🙁 Wspaniała przygoda 🙂

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      Dzięki 🙂 południowoafrykańskie wina rzeczywiście bardzo smaczne

  • Magda Lena

    Mąż chce mnie zabrać w podróż do Tanzanii, bo był tam kilka lat temu i bardzo mu się podobało. A ja się tak boję tych egzotycznych krajów, choć są przepiękne!

  • http://www.narwany.com.pl/ Narwany

    A powiedzcie mi jak wygląda kwestia bezpieczeństwa takiej podróży, pomocy medycznej i przygotowań zdrowotnych. Bo słyszałem, że jeśli chodzi o podróże do Afryki, to ten problem sprawia najwięcej nieprzyjemności.

    • http://tourandclimb.pl TourAndClimb

      My nie korzystaliśmy z żadnych dodatkowych szczepień (oprócz standardowych przeciw WZW robionych już jakiś czas temu). Okres w którym byliśmy jest bezpieczny jeśli chodzi o komary, ale warto mieć ze sobą specyfiki. Jeśli chodzi o samo bezpieczeństwo to w RPA na pewno trzeba bardziej uważać niż w Europie, w relacjach z innych miast staramy się opisywać jak bezpiecznie w nich, jest dlatego polecamy lekturę innych, naszych tekstów.

      • http://www.narwany.com.pl/ Narwany

        Z pewnością wezmę sobie do serca wasze wskazówki planując podróż do Afryki 🙂

  • http://bookendorfina.blogspot.com Bookendorfina Izabela Pycio

    AcroYoga na szczycie to dopiero coś, niesamowite wrażenie. 🙂